 |
 |
|  |



Autor: emy Clarkson Wydawca: Insignis Media Gatunek: Beletrystyka / Humor, satyra Seria: Świat według Clarksona Il. stron: 360
Google: Świat według Clarksona, część 3: Na litość boską!
|  | Świat według Clarksona, część 3: Na litość boską! rednacz | 17. stycznia 2010
|  | Brytyjska telewizja publiczna to fenomen na skalę światową. Utrzymująca się z abonamentu i zysków należących do niej przedsiębiorstw, nie emituje reklam ani płatnych ogłoszeń firm i instytucji. Mimo tego, ta istniejąca od 1922 roku, największa tego typu instytucja na świecie, w przeciwieństwie od polskiego odpowiednika, potrafi wygenerować takie hity programowe jak chociażby Top Gear, program dzięki któremu poznaliśmy Jeremy'ego Clarksona, samca gabarytami przypominającego średniej wielkości snopowiązałkę, golącego się maczetą, który grę wstępną ogranicza do wykrzyczanego w wyrąbanym toporkiem otworze w drzwiach - "kochanie jestem w domu". A na dodatek angielskiego do odruchów wymiotnych i na swój zboczony sposób dumnego z tej przynależności narodowej...
Wspomniana duma nie przeszkadza być Clarksonowi bacznym obserwatorem i rzeczowym krytykiem brytyjskiej rzeczywistości. Zresztą nie tylko jej, bowiem Jeremy w kolejnym tomie swoich felietonów (który ukazał się nakładem Wydawnictwa Insignis Media) równie sporo atramentu i jadu wylewa i na inne nacje - ze szczególnym uwzględnieniem braci w języku zza wielkiej wody. Oczywiście nie z wszystkimi poglądami tego topornego przedstawiciela klasy średniej możemy się zgodzić, szczególnie kiedy uderza on w naszą dumę narodową, sprowadzając rolę Polaczków obecnych na wyspie do roli służebnej. Scyzoryk otwiera się wtedy w kieszeni każdego krewkiego Polaka, na szczęście jednak dla autora podobnych wtrętów w całej książce jest niewiele. Zresztą dając się nieść potoczystemu językowi Clarksona, pełnego przytyków skierowanych do innych nacji, szybko zapominamy o chwilowym patriotycznym dyskomforcie.
Jeremy znany jest ze swych oryginalnych poglądów, śmiałych tez wygłaszanych wbrew panującym modom światopoglądowym oraz filozofii wiecznego malkontenta - prześmiewcy. Jest on ponadto (co wiadomo) miłośnikiem szybkich samochodów, a także (to wiadomo już nielicznym) perkusistą amatorem, przeciwnikiem pończoch samonośnych oraz wegetarian, wegan i ekologów (których z chęcią przewiózłby na grubym postronku za Land Roverem, a następnie rozstrzelał). Zresztą we wspomnianych felietonach dostaje się nie tylko spasionym amerykanom, którzy myślenie zastąpili przepisami, nawiedzonym orędownikom pojazdów napędzanych krowimi bąkami czy kilku przedstawicielom brytyjskiej klasy politycznej. Siarczystego psztyczka Clarkson wymierza również narodowym świętościom, czyli angielskim pubom i królewskiej rodzinie (nie pomijając siwej głowy Elżbiety II). Trochę to dziwi, jeśli weźniemy pod uwagę fakt, że jest on między innymi pracownikiem państwowej telewizji. W naszym pseudodemokratycznym kraju już dawno wylądowałby w sądzie za obrazę uczuć, obalanie i osłabianie, a w finale zapłacił pół bańki kary za nazwanie kogoś starym dzieckiem. Oczywiście czasem trudno jest nam załapać o co temu dryblasowi tak właściwie chodzi, ale zrzucić to należy na karb różnic cywilizacyjnych i lekkiego zblazowania tego 50-letniego Brytola, któremu część mózgu wyżarł tradycyjny fajfoklok oraz wielowiekowe poczucie wyższości wyspiarzy nad resztą tego łez padołu.
Pamiętam jak kiedyś dyrektor szkoły, do której czasem zaglądałem, złapał mnie ze zgrają innych początkujących nałogowców w ubikacji na paleniu. Wyprosił wszystkich, a mnie - jako jedynemu - pozwolił zostać. "Z pana, panie Raczek i tak już nic nie będzie" - powiedział. O Clarksonie wychowawca z internatu napisał: "Bardzo lubimy Jeremy'ego. Mamy nadzieję, że zakład poprawczy, w którym zostanie osadzony, nie będzie położony zbyt daleko od szkoły, bo z chęcią będziemy do niego od czasu do czasu zaglądać". Poza tym Clarkson nie miał nic wspólnego ze spaleniem przyszkolnej kaplicy - ja wcale nie podpaliłem drzwi w koedukacyjnym internacie, z którego szybko musiałem się wypisać. I za to też gościa lubię!
Jeśli macie otwarte umysły i nieprosty światopogląd, to "Na litość boską!" jest doskonałą lekturą do nasiadówek w ubikacji. Jeden felieton - jedno wypróżnienie. Coś dla ducha i dla ciała. Sprawdziłem - czas czytania jednego felietonu doskonale wręcz dopasowany. Kończy się zanim na pośladkach zaczną się robić odciski od deski. Polecam! |
|
|  |