 |
 |
|  |

 | MARILYN MANSON Marilyn Manson jest postacią nie tyle ekstrawagancką, co niesamowicie kontrowersyjną. Dzisiaj mamy zamiar przybliżyć Wam drugą stronę amerykańskiego wokalisty, odkryć nieco szczegołów z jego pokręconego życia, które w natłoku kolejnych skandali, bardzo szybko umykają opinii publicznych. Lektura jest naprawdę sporych rozmiarów, tym bardziej zachęcamy do zapoznania się z wywiadem.
Marilyn Manson, właściwie Brian Hugh Warner (ur. 5 stycznia 1969 r.) - amerykański wokalista oraz lider zespołu Marilyn Manson. Znany przede wszystkim z prowokujących tekstów, kontrowersyjnego wizerunku i zachowania. Uznany za skandalistę, był tematem wielu kontrowersji, szczególnie pod koniec lat 90. XX wieku.
Czytałem w jednym wywiadzie z Tobą, że nowy album jest bardziej autobiograficzny. Czy to sprawiało, że pisanie szło Ci trudniej? Manson: Cóż. Sam proces twórczy jest trudny. Twiggy i ja znowu połączyliśmy siły, co tworzy inną otoczkę, dodatkowy smaczek. Byliśmy przecież najlepszymi przyjaciółmi, braćmi, mieszkaliśmy razem. Nigdy nie mieszkałem sam. Przerzuciłem się z życia domowego do hoteli podczas trasy. |
  
 |


Wykonawca: Grimlord Gatunek: Heavy metal Wytwórnia: Trident Harmony
Google: Dolce Vita Sath-an as
|  | Dolce Vita Sath-an as rednacz | 18. stycznia 2010
|  | Wyznam szczerze, jak na ostatniej spowiedzi (matko przenajświętsza - kiedy to było!?) - ociągałem się z recenzją. Płytę grupy Grimlord dostałem już jakiś czas temu i... Odsłucham, pośmieję się, wyszukam kilka fekalistycznych porównań, i w tym tonie popełnię niezwykle zjadliwą recenzję - pomyślałem, w duchu od klaskania nad swym geniuszem mając obrzękłe prawice. Zresztą to, co teraz napiszę odkrywcze raczej nie jest i wie o tym stado spasionych recenzentów, zalegających w redakcji jak kurz i zeszłoroczna kanapka za topornym, kwadratowym cielskiem kserokopiarki - opieprzać zawsze najłatwiej, bo wtedy, znając się jedynie na grze na grzebieniu, posługując się sprytnie słownikiem wyrazów obcych i dzieł zebranych Kopalińskiego, możemy wyrosnąć na Wardorffa muzyki metalowej.
Ja na świętej pamięci p. Jerzego (którego ostatnio nieco z muzycznego Olimpu zepchął drugi nieposzczyk - nieodżałowany Zygmunt Kałużyński) pozować nie będę. Niestety wiedza jakby nie ta, a i ptasiej urody nie mam. Raczej gładko ociosany, a nawet pampuchowaty jestem.
Ale miało być o płycie...
Niestety pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Okładka najnowszego dzieła wrocławskiego Grimlorda jest kiepska. Co się będziemy szczypali - ptasia kupa ma w sobie więcej artyzmu niż okładka zaprojektowana przez... (no właśnie przez kogo?). Mój pies z większym wyczuciem tematu pozostawia żółte szczlaczki moczu na śniegu! A tu na froncie jakiś zaczadzony flecista wisi nad rzędem krzyży na płonącym torfowisku (?), a z tyłu zielonkawy clown pochyla się nad kilkoma rzędami ciasno upchanych patronów medialnych tego przedsięwzięcia. Jedna wielka kiszka w świńskim flaku. Czarę zniesmaczenia przelał tytuł - Dolce Vita Sath-an as. Gdyby dodać jedno "s" na końcu, okazałoby się, że oto mamy (być może) do czynienia z słodkim życiem rzyci mrocznego władcy. Autor tego słownego knota musiał chyba struć się czymś lotnym i mocno toksycznym... Stawiam na Domestos...
Nie zrażony graficzną porażką umieściłem płytę w napędzie i... miłe zaskoczenie. To co wypłynęło z głośników było kawałem naprawdę dobrej muzyki, no może oprócz momentów, kiedy w odbiorze przeszkadzał wokal pełniącego w kapeli także rolę gitarzysty Bartha La Picarda. Niestety głównym problemem polskiego rynku muzycznego (a szczególnie reprezentantów cięższego brzmienia) jest brak soczystych, oryginalnych wokali. Grimlord nie jest w tym wypadku wyjątkiem. A wielka szkoda, bo "Dolce Vita Sath-an as" (sic!), to jedna z lepszych, a co najważniejsze najlepiej przemyślanych i ułożonych płyt, jakie miałem przyjemność ostatnio słuchać (i nie mówię w tym momencie tylko o produktach naszego rodzimego rynku muzycznego). Gitarki Bartha i Adamsa zgrabnie nawiązują dialog z odbiorcą, trzyma to w rytmicznych ryzach Lukass, czasem pojawiają się jakieś wstawki słowne, efekty dźwiękowe wygenerowane przez mixer/komp - klimacik lekko filmowy, widać że chodziło nie tylko o wyartykułowanie kilku dźwięków, lecz o opowiedzeniu dźwiękowej historii, i nagle nastrój łamie cienki (dosłownie i w przenośni) głos p.o. (pełniącego obowiązki) wokalisty Bartha. I znowu jest pięknie, znowu melancholia zalewa me pampuchowate ciało, i znowu nastrój łamie wokal. I znowu... Nic tylko się zamachnąć i nie zatrzymując ręki strzelić w ucho... Żeby uciszyć...
Nie będę tej recenzji rozpisywać na poszczególne utwory, bo płyta jako całość godna jest polecenia. W każdym kawałku, nawet tym skalanym wokalem znaleźć można jakiś ciekawy fragment, jakiś wywołujący przyspieszone bicie serca takt. Choć można by przyczepić się do jeszcze kilku drobiazgów, zarzucić płycie, że chwilami jest monotonna i dość uboga muzycznie, to przyznać trzeba, że panowie z Wrocławia odwalili całkiem przyzwoity kawał roboty. Miejmy nadzieję, że kolejny krążek nie powtórzy błędów "Dolce Vita Sath-an as" (sic!) i Grimlord na stałe zagoszczą w panteonie polskiego klimatycznego heavy metalu... ... czy gdzieś tam indziej, bo z tym panteonem chyba, chcąc dołożyć nieco patetycznego klimatu, lekko przesadziłem.
Długo po popełnieniu tej receznji zastanawiałem się jak to jest z płytą Grimlord i doszedłem do wniosku, że porównać ją można do trabanta. Toporne bydle, chodzi jak młockarnia, kije do golfa się w nim nie mieszczą, ale... Właśnie to "ale" sprawia, że coś w serduchu łomoce na jego widok. W przypadku "Dolce Vita Sath-an as" (sic!) jest podobnie. Początkowo chciałem użyć porównania do garbusa, ale to już by było lekkie przegięcie i świętokradztwo.
Tracklista: 1. Dolce Vita Sath-anas 2. When The Heads Are Going Down 3. Oh! My King 4. Shade Of Wrath Angels 5. Ground Zero 6. Dissolution Of Eternity 7. Ancient Land Of Ys 8. Avericious Scavenger / Panth of Lash 9. Lamentation Sword |
|
|  |