II miejsce: Jeż i Wiewiórka

II miejsce: Czarownica i znaleziony smok Bolek

II miejsce: Przefarbowani

II miejsce: Rajfurka

II miejsce: Bajka o Trefliku

II miejsce: Bajka o Smoku Obiboku

II miejsce - Spacer po paczki

II miejsce - Bajka o Smoku, który został smakoszem

II miejsce - Opowieść o Gustawie

I miejsce - Jasne strony

Laureaci 3. edycji Bazgroła!

Okładka Papierowego Psa na 2. Targach Książki dla Dzieci w Krakowie

VIP-y fundują nagrody w Bazgrole!

Bazgrołowy komunikat

Gotowiec: Diana Karpowicz

Gotowiec: Elżbieta Kidacka

Gotowiec: Emilia Dziubak

Gotowiec: Karina Znamirowska

Gotowiec: Marta Ignerska

Gotowiec: Beata Zdęba

Gotowiec: Katarzyna Bajerowicz

Gotowiec: Jan Siwmir

Gotowiec: Anna Błaszczyk

Gotowiec: Graham Masterton

Gotowiec: Elżbieta Jędrzejewska

Gotowiec: Jakub Porada

Gotowce dla samotników

Sportowcy też czytają bajki

Historia Bazgroła

Z kim, czyli patroni, partnerzy, sponsorzy...

Gra bazgrołowa

Co zrobić?

Jury konkursu

Regulamin

REDnacz
Gotowiec: Jakub Porada
Przedstawiamy "Gotowca" przygotowanego przez Jakuba Poradę - polskiego dziennikarza telewizyjnego i radiowego. Teraz wystarczy, że wykonacie do niego ilustracje i prześlecie na adres redakcji z dopiskiem, że są one dopełnieniem zamieszczonej poniżej historyjki.

Co to są GOTOWCE przeczytacie TUTAJ.

PASIEKA

Ule były najważniejsze. Wszystko, co nie wiązało się z nimi, miało drugorzędne znaczenie.  Jakub nie rozumiał, dlaczego. Już z zewnątrz straszyły wyglądem, wręcz prosiły się o porządne malowanie. Poza tym stały niechlujnie, rozrzucone bezładnie na polu za domem zaprzyjaźnionego gospodarza, krzywe jak wieża w Pizie. Widok mało ekscytujący, a jeszcze ta irytująca chmara owadów, brzęcząca od świtu do nocy. Słaba atrakcja.   
Dziadek to kochał. Na ule patrzył, jak na udzielne księstwo, a pszczoły uważał za najpiękniejsze na świecie. Kiedy był pośród nich, czuł się jak cesarz pomiędzy dworzanami, kiedy odchodził, spoglądał z żalem na włości, jakby chciał zostać jeszcze kwadrans. 
- Kto ma pszczoły, ten ma świat wesoły - zwykł mawiać, kończąc pracę przy podopiecznych. Jakub nie chwytał tej miłości. Nie miał nic przeciwko pszczołom, ale żeby tak za nimi tęsknić, niepojęte. Zwłaszcza, że pszczoły wymagały nieustannej opieki. No i trzeba było im ciągle dowodzić cukier. 
Na początku lat 80 cukier był na kartki. Nie dało się iść do sklepu i go normalnie kupić. Każda rodzina dostawała miesięczny przydział, i przy kasie przekazywała ekspedientce specjalny kupon, a ta wycinała jeden kartonik. Nie ma kartoników, nie ma cukru. Człowiek mógł od biedy słodzić mniej, ale pszczoły bez cukru żyć nie mogły. Zimą stanowił ich jedyny pokarm. 
Dziadek był w uprzywilejowanej sytuacji. Należał do związku pszczelarzy i dostawał specjalny przydział. Do domu przynosił całą zgrzewkę cukru. Wsypywał zawartość do największego gara, jaki mógł zabrać babci, po czym zalewał go wodą i podpalał płomień. Kiedy syrop robił się gorący, powoli go studził, cały czas mieszając. Tak przygotowany wywar wlewał ostrożnie do butelek, które regularnie znosił do domu. Zakręcał je albo szpuntował rulonami z gazet i przekładał do tej samej torby, w której wcześniej był cukier. Butelka, gazeta, butelka, ostrożnie, jakby chodziło o trotyl.  Tak przygotowany wychodził na autobus do Dąbrowy i tam zaczynało się karmienie. Zawartość trafiała do uli, a pszczoły jadły ją bez kapryszenia.  
- Dziadku, a pszczoły robią miód dla ludzi?
- Głupiś, pszczoły robią miód dla siebie, człowiek im go tylko zabiera.
- A po co człowiekowi ten prawdziwy, jak tak samo może cukier pić?
- Głuptaku, to nie to samo. Kto miód łyka, jak koń bryka, to samo zdrowie jest. 
Dziadek śmiał się pod nosem z wnuka. Lubił powtarzać rymowane powiedzenia, a drobne złośliwości sprawiały mu przyjemność. Jakub często słyszał, ze jest głupi, albo mało rozgarnięty. Zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wiedział, ze dziadek nie mówi tego serio, tylko ma zrzędliwy charakter. Przeżył dwie wojny, w tym jedną, jako partyzant w lesie pod Kielcami, przez co nabrał szorstkich manier. Za wszelka cenę chciał namówić Jakuba do zainteresowania się pszczołami.
- Jak będziesz mi pomagał, wyuczysz się wszystkiego, nie pożałujesz. 
- E tam.
- Zobaczysz. A jeszcze kupię ci zegarek.
- A co mi po zegarku? Mogę zapytać o godzinę.
- Kiedy ty zmądrzejesz, matołku.
Jakub miał w nosie miód i nie chciał jeździć do Dąbrowy. Wolał ganiać z kolegami po podwórku. Dziadek liczył jednak, że z czasem, chłopak nabierze smykałki. Na razie obiecywał łapówkę, kusząc jabłkami, lub orzechami, czasem nawet dawał parę groszy kieszonkowego. Tylko dzięki temu wnuk łaskawie jechał do pasieki. Na miejscu niechętnie ubierał się w kombinezon ochronny i podczas, kiedy dziadek unosił wieko ula, zawzięcie rozpylał dym, żeby pszczoły nie kąsały za mocno. To była chyba jedyna czynność, która sprawiała mu satysfakcję. Lubił jeszcze kręcić wirówką, kiedy węzy, stłoczone w urządzeniu jak w pralce, pozbywały się świeżego miodu, a ten, jeszcze gorący wypływał przez kurek. To się zdarzało jednak tylko dwa razy do roku, na wiosnę i jesienią.    
To był dobry miód. Przelewany do kadzi, trafiał do skupu i osiągał najwyższą cenę. Część dziadek chował do słoików, z myślą o detalistach. Przychodzili zawsze ci sami: emeryci, dawni koledzy, schorowani staruszkowie z grosikami w kieszeniach. Biedni, ale szczęśliwi, bo wiedzieli, że dostają towar najwyższej jakości, a dziadek brał symboliczną opłatę. Też był bardzo oszczędny, więc nie przypuszczał pieniędzy jak matka Jakuba i jeśli któreś z dzieci chciało od niego coś wysępić, tylko wzruszał ramionami. Nigdy natomiast nie żałował wnukowi pieniędzy na książki. Jeśli w księgarni pojawiło się coś wartościowego, po prostu szedł i kupował. Za te pszczele pieniądze, Jakub miał kolekcję, której mogła mu pozazdrościć niejedna biblioteka.  
Tak minęła podstawówka, i zaczęło się liceum. Jakub dorastał, zmieniał się, ale wszystko inne wydawało mu się niezmienione. Dziadek był coraz starszy, ale nigdy nie uskarżał się na zdrowie. Łykał jakieś tabletki na serce, ale robił to tak naturalnie, jakby chodziło o dropsa. W zimie mieszkał swój cukier z wodą i woził do pasieki, a wiosną i jesienią zlewał miód do kadzi. Proces był tak niezmienny, że Jakub nie wyobrażał sobie, iż kiedykolwiek coś się w nim zmieni. Dlatego, kiedy któregoś dnia dziadek umarł, przyjął wiadomość ze spokojem, nawet nie do końca w nią uwierzył. Przecież miód dalej stał w słoikach, a zapas wydawał się nieskończony. Dopiero, kiedy nadeszła kolejna zima, i nikt już nie mieszał wody z cukrem, zrozumiał, co się stało. 
Nie było już pasieki, nie miał się kto nią zająć, więc sąsiad zaproponował dobrą cenę. Pszczoły nawet nie zdawały sobie sprawy, że przechodzą w inne ręce.  Dalej dostawały swoją wodę z cukrem. Dla nich nic się nie zmieniło. 
Jakub uświadomił sobie, ze gdyby słuchał dziadka, mógłby dalej prowadzić pasiekę sam. Nie wiedział jednak nic o hodowli, umiał tylko dmuchać dymem i kręcić wirówką. Nie wykorzystał czasu na to, żeby się przygotować na zmianę. A kiedy teraz miał ochotę, zabrakło nauczyciela. Dopiero kiedy powiedział to zdanie na głos, zrozumiał, że nigdy nie będzie tak, jak kiedyś.
- Bardzo za tobą tęsknie, dziadku. I za twoimi pszczołami.