II miejsce: Jeż i Wiewiórka

II miejsce: Czarownica i znaleziony smok Bolek

II miejsce: Przefarbowani

II miejsce: Rajfurka

II miejsce: Bajka o Trefliku

II miejsce: Bajka o Smoku Obiboku

II miejsce - Spacer po paczki

II miejsce - Bajka o Smoku, który został smakoszem

II miejsce - Opowieść o Gustawie

I miejsce - Jasne strony

Laureaci 3. edycji Bazgroła!

Okładka Papierowego Psa na 2. Targach Książki dla Dzieci w Krakowie

VIP-y fundują nagrody w Bazgrole!

Bazgrołowy komunikat

Gotowiec: Diana Karpowicz

Gotowiec: Elżbieta Kidacka

Gotowiec: Emilia Dziubak

Gotowiec: Karina Znamirowska

Gotowiec: Marta Ignerska

Gotowiec: Beata Zdęba

Gotowiec: Katarzyna Bajerowicz

Gotowiec: Jan Siwmir

Gotowiec: Anna Błaszczyk

Gotowiec: Graham Masterton

Gotowiec: Elżbieta Jędrzejewska

Gotowiec: Jakub Porada

Gotowce dla samotników

Sportowcy też czytają bajki

Historia Bazgroła

Z kim, czyli patroni, partnerzy, sponsorzy...

Gra bazgrołowa

Co zrobić?

Jury konkursu

Regulamin

REDnacz
II miejsce - Opowieść o Gustawie
Prezentację grupy prac, które zajęły ex aequo 2. miejsce w naszym konkursie literacko - plastycznym rozpoczynamy od wspaniałej książki przestrzennej "Opowieść o Gustawie" wykonanej przez duet Magdalena Ciepielowska i Miron Markowski z Zespołu Szkół nr 2, Gimnazjum nr 2 im. J Korczaka w Chrzanowie. Opiekunem młodych artystów była Joanna Urbańska.
Pewnego razu, w dalekiej i mroźnej krainie, żył sobie słoń morski o imieniu Gustaw. Nie było w nim nic niezwykłego, jak każdy przedstawiciel swojego gatunku lubił pływać, łapać ryby i później odpoczywać na jakiejś wygodnej krze. Jednak zdziwienie może budzić fakt, że był jedynym słoniem morskim w okolicy. Nie znał żadnego takiego oprócz siebie. Ta wyjątkowość nie była dla Gustawa darem, lecz raczej przekleństwem. W pobliżu żyły różne foki, morsy, morświny i inne zwierzęta, całkiem do niego podobne, lecz zupełnie inne. Chodziło głównie o wygląd - morsy dumnie prezentowały swoje kły uroczym foczkom z mięciutkim futerkiem. A cóż miał Gustaw? Trąbę, i to nie taką wielką i majestatyczną jak u zwykłego słonia, lecz krótką i bardzo, zdaniem zwierząt, brzydką. Był też masywny i nie miał gracji morświna, nie był też smukły jak uchatka. Przez to nikt go nie lubił. W zasadzie był często ignorowany przez innych, gdy tylko chciał porozmawiać. Niektórzy go tolerowali, ale większość nie chciała nawet z nim pogawędzić. Sprawiało to, że Gustaw czuł się bardzo samotny i nawet nie próbował szukać towarzystwa. Wszystko przez to, że zwierzęta śmiały się z Gustawa. Bo miał trąbę, która zasłaniała resztę jego głowy. Bo był gruby. Bo inni się śmieją, więc nikt się nie wychylał. Niektórzy robili to za jego plecami, lecz Gustaw i tak ich słyszał, inni otwarcie, nie przejmując się tym, co czuł. Nie próbował już nic zrobić, zaakceptował to, że nikt go nie lubi i chodził tak, smutny i osowiały. Przestał wierzyć we własne siły, że cokolwiek może się zmienić. Nawet gdy miał przyjemnie pełny brzuch po udanym połowie, nie czuł zadowolenia. Chciał być akceptowany, a nie mógł tego osiągnąć. "Wszystko przez tą trąbę" - myślał. "Gdybym miał normalny nos, jak foka czy morświn, nikt by się ze mnie nie wyśmiewał. Ale co ja na to poradzę. Tak w ogóle ciekawe, czy jestem jedynym słoniem morskim na świecie, czy może gdzieś jest ktoś taki sam jak ja. Z taką samą trąbą. Jakże to by było cudownie, spotkać kogoś takiego" - rozważał, leżąc na krze. Rozmarzył się całkiem, odpłynął do świata, w którym był szczęśliwy pośród innych słoni morskich. 

Gdy się ocknął zrozumiał, że nie chce już dłużej tu zostawać. W miejscu, gdzie mieszkał od małego, lecz był cały czas obcy i inny. Postanowił wyruszyć natychmiast w poszukiwaniu swoich pobratymców. Mimo że zbliżał się już wieczór, Gustaw wypłynął przed siebie. "Morze mnie wykarmi. Odpocznę na dryfującej krze. Dam radę." - myślał. I popłynął przed siebie. Zanim zdążył się zbytnio oddalić, usłyszał jakieś krzyki. "Co mnie to obchodzi? Nikt nie przejmuje się mną, czemu ja mam przejmować się kimś?" - myślał. Jednak sumienie zmusiło go do ruszenia w kierunku krzyków. Gdy się zbliżał, dźwięk słabł, choć był pewien, że obrał właściwy kierunek. W końcu chciał już odpuścić i oddalić się, by szukać innych słoni morskich. Jednak nareszcie dostrzegł źródło dźwięków. To była foka Brunhilda. Znał ją, przodowała wyśmiewaczom Gustawa. Teraz słoń poczuł satysfakcję, widząc ją w tak nędznej sytuacji. Wypłynęła, aby złapać oddech i zaklinowała się między dwoma całkiem dużymi krami. Teraz wzywała pomocy, lecz zaczynała tracić siły. Nie zauważyła Gustawa, który miał dylemat ? pomóc jej czy zostawić, aby radziła sobie sama. "Zostaw ją... Zasłużyła sobie na to. Niech teraz ma nauczkę" - mówił jeden głos w jego głowie. Drugi natomiast nakłaniał go, aby jej pomógł. ?Nie możesz jej tak zostawić. Jaka by nie była, też zasługuje na twoją pomoc. Idź, to nie boli." Gustaw nie wiedział, co zrobić. Siedział tak w wodzie w pobliżu i zastanawiał się. Niestety, nie był on jedynym, który usłyszał krzyki Brunhildy. Gustawa zmroziło, gdy dostrzegł, że z naprzeciwka zbliża się niedźwiedź polarny. Nie wiedział skąd się wziął, widać w tamtym kierunku lodu było więcej 
i drapieżnik zabłądził. Teraz zauważył Brunhildę i łakomie oblizał pysk. Zaczął przechodzić z kry na krę. Gustaw wiedział, że nie ma wiele czasu. A teraz jego decyzja mogła być znacznie tragiczniejsza w skutkach. Instynkt kazał mu natychmiast uciekać. Ciało samo wyrywało się aby odpłynąć jak najszybciej. Wiedział jednak, że wyrzuty sumienia będą go gnębiły, jeśli zostawi uwięzioną Brunhildę na pastwę niedźwiedzia. Nie wierzył w swoje szanse, chociaż był dość duży i silny. Chciał już uciec, by chociaż siebie uratować, lecz nie wiedział dlaczego, podpłynął bliżej i wszedł na krę. Gustaw stracił kontrolę - wszystko działo się jak we śnie. Chciał cofnąć się, uciekać, lecz było już za późno - niedźwiedź go zauważył. Nadal nie wiedząc, co się dzieje, krzyknął:
- Hej, ty! Jeśli chcesz ją zjeść, najpierw będziesz musiał pokonać mnie!
Niedźwiedź popatrzył na niego ze zdziwieniem, po czym odpowiedział:
- Jesteś wystarczająco tłusty, byś wystarczył mi za obiad, kolację i jutrzejsze śniadanie.
Gustaw zadrżał na te słowa. "Co ja robię... Poświęcę się za fokę, która mnie tak gnębiła. Po co? Ależ jestem głupi." - myślał, gdy niedźwiedź się do niego zbliżał. Gustaw nie mógł nawet drgnąć, strach go sparaliżował. Po czym, nie wiedział jak, rzucił się na niedźwiedzia i próbował zepchnął go z kry. Ten utrzymał się, lecz stracił równowagę i Gustaw ciosem płetwy strącił go do wody. Nie pokonał tym niedźwiedzia, a jedynie go rozwścieczył. Jednak słoń morski wskoczył do wody, gdzie miał znaczną przewagę. Nie pozwalał przeciwnikowi wejść na krę, a bez podparcia niedźwiedź ledwie utrzymywał się na powierzchni. Walka trwała chwilę, jednak w końcu Gustaw ją zwyciężył.
-Daruj! Wygrałeś, już się tu więcej nie zjawię, tylko puść mnie wolno! - krzyknął niedźwiedź. Gustaw dał mu wyjść z wody i odejść. Potem podpłynął do Brunhildy i pomógł jej się uwolnić. Ta stała i patrzyła się na niego ze zdumieniem.
- Gustaw, to ty? Tak ryzykowałeś... Dla mnie? - nie mogła uwierzyć foka.
- Tak...  - słoń morski nie wiedział, co ma powiedzieć. Nie miał też pojęcia, dlaczego to zrobił. Właściwie to miał z tym niewiele wspólnego, wszystko wydarzyło się tak szybko i bez jego woli. 
- Nie wiem, jak ci dziękować. Mój bohaterze! - Krzyknęła Brunhilda. 
"Teraz tak mówisz. Jeszcze wczoraj słyszałem twój śmiech i drwiny na mój temat." - pomyślał Gustaw. "Ale cóż, może teraz mój los się odmieni? Może wszyscy zaczną mnie lubić? Nie mam nic do stracenia." 
Poszli do legowiska większości zwierząt i Brunhilda opowiedziała o tym, co się wydarzyło. Gustaw raczej nie komentował tego, ale wszyscy patrzyli na niego z podziwem. Odpowiadało mu to. Trwało to jakiś czas, zwierzęta chętnie z nim rozmawiały i przebywały. W końcu Gustaw czuł się szczęśliwy. Jednak sielanka nie trwała długo. Zwierzęta zaczynały zapominać o bohaterskim czynie Gustawa, a na co dzień widziały jego trąbę i całą, raczej nieciekawą, resztę. Powoli zaczęły się od niego odsuwać. Początkowo Gustaw tego nie zauważał, ale później poczuł, że coraz mniej zwierząt rozmawia z nim. Zaczynały też, początkowo całkiem skrycie, później już bardziej jawnie, nabijać się z niego, tak, jak wcześniej. Nic nie zmienił fakt, że udowodnił swoją odwagę i samemu sobie pokazał, że nie jest bezużyteczny.
Teraz już to dostrzegł. Problem nie leżał w nim, lecz w innych. Stwierdził, że powróci do swojego pomysłu i wyruszy na poszukiwanie innych słoni morskich. Nie żałował, że opuszcza swoich dotychczasowych towarzyszy. Odpłynął bez słowa, wieczorem. Słońce odbijało swoją zachodzącą tarczę w morzu. Dawało nadzieję Gustawowi na to, że dotrze do swoich pobratymców.