 |
 |
|  |

 | MARILYN MANSON Marilyn Manson jest postacią nie tyle ekstrawagancką, co niesamowicie kontrowersyjną. Dzisiaj mamy zamiar przybliżyć Wam drugą stronę amerykańskiego wokalisty, odkryć nieco szczegołów z jego pokręconego życia, które w natłoku kolejnych skandali, bardzo szybko umykają opinii publicznych. Lektura jest naprawdę sporych rozmiarów, tym bardziej zachęcamy do zapoznania się z wywiadem.
Marilyn Manson, właściwie Brian Hugh Warner (ur. 5 stycznia 1969 r.) - amerykański wokalista oraz lider zespołu Marilyn Manson. Znany przede wszystkim z prowokujących tekstów, kontrowersyjnego wizerunku i zachowania. Uznany za skandalistę, był tematem wielu kontrowersji, szczególnie pod koniec lat 90. XX wieku.
Czytałem w jednym wywiadzie z Tobą, że nowy album jest bardziej autobiograficzny. Czy to sprawiało, że pisanie szło Ci trudniej? Manson: Cóż. Sam proces twórczy jest trudny. Twiggy i ja znowu połączyliśmy siły, co tworzy inną otoczkę, dodatkowy smaczek. Byliśmy przecież najlepszymi przyjaciółmi, braćmi, mieszkaliśmy razem. Nigdy nie mieszkałem sam. Przerzuciłem się z życia domowego do hoteli podczas trasy. |
  
 |

 | Wywiad z Chino Moreno: Nie lubię słuchać ludzkich problemów - wolę muzykę!
 | 07. lutego 2010 |  | Już w maju tego roku, ekipa z Sacramento, zasłużona dla światowego metalu grupa Deftones, wyda swój szósty w swojej historii album i pierwszy po tragedii, jaka spotkała jednego z członków zespołu.
4 listopada 2008 r. Chi Cheng, basista Deftones, odniósł poważne obrażenia w wypadku samochodowym w Santa Clara. Wskutek wypadku Cheng zapadł w śpiączkę. Zespół oznajmił w lutym 2009 r., że zespół wystąpi na festiwalu Bamboozle Left w kwietniu z zastępczym basistą Sergio Vegą (z Quicksand). 26 kwietnia Cheng trafił na oddział intensywnej terapii po prawie śmiertelnym zakażeniu sepsą. Organizm zwalczył infekcję i Chi opuścił oddział tydzień później. Po opuszczeniu oddziału intensywnej terapii rozeszła się pogłoska, że Chi wybudził się ze śpiączki, która została jednak zdementowana na stronie www.oneloveforchi.com, gdzie poinformowano, że Cheng znajduje się w stanie minimalnej przytomności. 18 sierpnia basista przeszedł operację zastąpienia jednej z kości czaszki, którą usunięto po wypadku, by obniżyć wzmożone ciśnienie śródczaszkowe.
"Wszystko przez co do tej pory przeszliśmy musiało znaleźć swoje ujście. Nasze myśli, energia i emocje, zostały zamienione w coś nowego, coś bardziej optymistycznego."- powiedział nam wokalista zespołu, Chino Moreno. "Nie mogłem wziąć się za trasę i nagrywanie płyty, mając w głowie wszystkie wspomnienia dotyczące Chi." Z nowym basistą, Sergio Vegą, Deftones znowu wkroczyło do studia, przy współpracy producenta, Nicka Raskulinecza. Efektem jest 11 nowych, nie nazwanych jeszcze oficjalnie piosenek. Brzmienie ma przypominać fanom początki Deftones, ale równocześnie odkrywać nowe przestrzenie. Jeden z ulubionych kawałków Chino, "Rocket Skates", to "ciężkie brzmienie połączone z pięknym obrazem przemocy. Coś w rodzaju Knife Prty z White Pony. Jednak inna nowość, Nylons and Suspenders, jest już wyraźnie osadzona w naszych początkach." "Muzycznie nigdy się na taki krok nie odważyliśmy."- wyjaśnia Chino.- "To bardzo... muliste. Riff przypomina nieco piłę łańcuchową, ale pracującą na zwolnionych obrotach. Nie powinienem tego mówić, ale krążek jest toporny. Jednak we wspaniały sposób."
A oto reszta wywiadu z Chino:
Czego fani mogą spodziewać się po nowym wydawnictwie Deftones? Tego, z czego jesteśmy znani - agresywny dźwięk i naprawdę wielką, muzyczną otwartość. Wiemy, że to stoi po przeciwnych stronach, ale jakoś udaje nam się je ze sobą połączyć. Nagraliśmy kilka ciężkich utworów, coś w rodzaju naszych pierwszych piosenek, ale znaleźliśmy również miejsce na muzyczne eksperymenty - to nie pojedyncza minuta, którą czujesz, że wtrąciłeś na siłę. Każdy kolejny dźwięk jest uzupełnieniem poprzedniego. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że to jeden z naszych najlepszych albumów.
To musiał być trudny wybór, zdecydować się nagrywać "Erosa" (tytuł nowej płyty Deftones), po wypadku Chi Chenga? Tak naprawdę było. To dla nas eksperyment, bardzo mroczny album i ostatnia rzecz, na której Chi grał. Wtedy odłożyliśmy nasze pomysły i zdecydowaliśmy się wydać płytę, gdy nadejdzie odpowiedni moment - myśleliśmy, że stanie się to wtedy, gdy Chi stanie na własnych nogach. Kiedy zdarzył się wypadek, nie chcieliśmy tkwić w tych czarnych myślach. Musieliśmy zacząć spoglądać w przyszłość, stworzyć coś nowego i bardziej optymistycznego.
O czym traktują nowe teksty? Cóż, chciałem nagrać album w stylu "White Pony", gdzie tekstów jest mniej. To jest moje życie i to, jak wszyscy przez nie przechodzimy. To pomaga nam oderwać się od rzeczywistości. Nie lubię słuchać ludzkich problemów - wolę muzykę. Muzyka dławi się tymi lirycznymi problemami od początku lat dziewięćdziesiątych. Dla mnie to jest już stare. Zamiast stanąć po jednej stronie i słuchać Black Eyed Peas, który jako projekt jest idiotyczny, wolę posłuchać więcej muzyki instrumentalnej. Na tej płycie naprawdę mało śpiewam. Uwielbiam piosenki, przy których mogę całkowicie oderwać się od ludzkiego ciała. Co prawda mógłbym śpiewać o naprawdę dziwnych rzeczach, ale niekoniecznie one muszą traktować o mnie. To jak malowanie obrazu. To też przecież swego rodzaju teksty. Dorastałem słuchając The Cure. Prawdziwy wizualny przekaz i żadnych opowiadań.
Jak dołączenie Sergio Vegi wpłynęło na waszą muzykę? To bardzo nas do siebie zbliżyło. Takiej atmosfery nie było między nami od bardzo długiego czasu. Sergio wspaniale uzupełnia zespół, jednak jest zupełnie inną osobą od Chi. Chi grał palcami, Sergio używa kostki. Po prostu doceniamy do, że nadal jesteśmy żywi i możemy tworzyć muzykę. Proces nagrywania był naprawdę inny. Tym razem nie używaliśmy Pro Tools (zaawansowana cyfrowa stacja robocza do obróbki dźwięku). Kiedy napisaliśmy jakąś piosenkę, uczyliśmy się ją grać i odtwarzaliśmy milion razy, aż końcowy efekt uznaliśmy za perfekcyjny. To przypominało nam powrót do korzeni - coś bardzo osobistego dla każdego z nas. Pracujemy lepiej, gdy wszyscy są razem - piosenki to wyraz tej atmosfery.
Czy jako Deftones macie jakieś rozrywki, by umilić sobie czas w studio? Jest coś, bez czego nie możesz żyć podczas nagrywania? Hmmm... Zielsko? (śmiech)
Co robicie żeby się zrelaksować? Stephen (Carpenter, gitarzysta) gra w golfa każdego ranka. Jest naprawdę hardcore'em jeśli chodzi o te sprawy. Ja ciągle jeżdżę na desce skateboardowej - to jedna z moich ulubionych rozrywek. Ostatnio zacząłem się też interesować turystyką. Oprócz tego zajmuję się kilkoma projektami przybocznymi. Jest Holy Ghost, razem z kumplem, Shaunem Lopezem, tworzymy Far. On mieszka kilka bloków ode mnie, więc kilka wieczorów w tygodniu spędzam w jego studio i tworzymy nasze elektroniczne brzmienie. Annie Hardy z Giant Drag dograła do tego również kilka wokali.
Jak teraz czuje się Chi? Widziałem go na wakacjach - wyglądał dużo lepiej. Minęło ponad półtora roku od wypadu, więc Chi robi postępy. Ciągle jest jednak tylko półprzytomny. Otwiera oczy, patrzy na ciebie, ale nie może jeszcze niczego powiedzieć. Jest z nim specjalista z wschodniego wybrzeża, znający się na medycynie eksperymentalnej, który próbuje obudzić go w sobie. Podobno ten lekarz poradził sobie z 85 procentami podobnych przypadków. My natomiast staramy się być optymistami tak bardzo, jak się tylko da. Chciałbym znowu porozmawiać z Chi. To jeden z moich najbliższych przyjaciół, naprawdę mi go brakuje. |
|  |