Duzeka.pl

Poniedziałek

20 Listopada 2017 r.  

KSIĄŻKA

WYGRAJ: ŚWIATEŁKO W TUNELU

Po ostatnich tragicznych wydarzeniach Gerard jest przekonany, że bezpowrotnie utracił to, co było dla niego najważniejsze. Po Kornelii pozostały mu jedynie wspomnienia oraz maleńki kot, kt...

WYGRAJ: ELIZA I JEJ POTWORY

Drwiny, wyzwiska, przemykanie pod ścianami i nieustanne okupowanie swojego pokoju  - tak wygląda jej życie w realu. W internecie za to jest LadyKonstelacją, ekstremalnie popularną na całym...

KSIĄŻKA

KONKURS: WIECZNA PRAWDA

Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemi...

KSIĄŻKA

KONKURS: CZESŁAW MIŁOSZ. INSPIRUJĄCE PRAGNIENIE BOGA

Zainteresowanie religią Miłosz wykazywał od lat najmłodszych i wyraźnie rosło ono wraz z wiekiem noblisty. Krystyna Hoła prowadzi czytelnika przez cał

KSIĄŻKA

KONKURS: BĄDŹ PRZY MNIE ZAWSZE

Laura, świeżo upieczona absolwentka psychologii, poznaje chłopaka ze wsi. Alek prowadzi odziedziczone po rodzicach gospodarstwo rolne. Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wzajemn...

ZAWIEŚ PLAKAT, KTÓRY MA MOC!

Kultura Na Widoku to projekt, który dając dostęp do ponad 1000 utworów pokazuje niezwykle bogactwo legalnych źródeł i udowadnia, że kultura jest na wyciągnięcie ręki. Bib...

Artykuły

Artykuły - książka
Irena Bujak
Fragment: Obietnica następcy
Trzeci tom trylogii fantasy „Prawo Milenium” autorki światowych bestsellerów Trudi Canavan!
Przeczytaj pierwszy rozdział

ROZDZIAŁ 1

Dźwięk dało się bardziej odczuć, niż usłyszeć – niczym głę­ boki wstrząs przeszywający ciało od samych stóp i wibru­ jący w piersi. Wszyscy rzemieślnicy tworzący koła garncarskie jak jeden mąż podnieśli wzrok, a gdy wrażenie minęło, odwrócili się do Tyena.

Spoglądał na ich zaniepokojone twarze wyrażające coraz więk­ sze, niesprecyzowane przerażenie. Wszyscy zamarli, dlatego nie­ wielki ruch w pobliżu głównych drzwi warsztatu od razu przykuł uwagę Tyena. Zobaczył szybko wyostrzający się i ciemniejący cień ludzkiej sylwetki. Była to kobieta o ponuro zaciśniętych ustach.

– Witaj, Ceramiku Furso – powiedział, a gdy pozostali zwróci­ li się ku będącej magiem kobiecie, na ich twarzach odmalował się szacunek; każdy dwoma palcami dotknął serca na powitanie przy­ wódczyni. Tyen poszedł za ich przykładem.

– Witaj, Tyenie Wheelmaker – odezwała się kobieta, materia­ lizując się wśród nich. – Wielkie Targowisko zostało zaatakowa­ ne. Potrzebujemy pomocy. – Rozejrzała się. – Od was wszystkich.

Tyen skinął głową.
– A napastnicy?
– Zniknęli. – Wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze

z płuc; spojrzenie miała mroczne i udręczone. – Zawaliła się poło­ wa zadaszenia. Pogrzebała wielu ludzi.

Rzemieślnicy popatrzyli po sobie ze zgrozą. Tyen wytarł tłu­ ste ręce w szmatę.

– Udamy się tam natychmiast.
Kiwnęła głową i zniknęła im z oczu.
– Przeniosę was – zaproponował Tyen.
Pozostali wstali od urządzeń, przy których pracowali, i dołączyli

do niego na jedynym skrawku wolnej przestrzeni w pomieszczeniu, tuż przed głównym wejściem. Złapali się za ręce – kobiety i męż­ czyźni połączeni uściskiem dłoni.

– Gotowi?

Wokół rozległ się potwierdzający pomruk, a potem wszyscy na­ brali powietrza. Tyen zaczerpnął magii z daleka, by pozostawić w mieście moc dla magów o mniejszym zasięgu. W Doum ma­ gii było pod dostatkiem, dlatego powstała luka wkrótce miała za­ pełnić się otaczającą ją mocą – Tyen nie chciałby pozbawiać in­ nych magów możliwości udzielenia pomocy na miejscu katastrofy.

Kiedy odepchnął się od świata, warsztat stracił barwy, a wszelkie odgłosy ucichły. Wyczuł świeży wyłom w mocy pomiędzy świata­ mi, od strony Domu Rady – bez wątpienia właśnie stamtąd wyru­ szyła do nich Ceramik Fursa. Tyen miał świadomość, że jego pra­ cownicy przetrwają w tej przestrzeni tylko tyle, na ile starczy im powietrza, dlatego przenikając przez su t i pierwsze piętro, po­ śpiesznie przeniósł ich ku niebu o barwie przytłumionego błękitu.

Patrząc z góry na Albę – największe miasto w Doum, słynące z wyrobów ceramicznych – rozglądał się za znajomą łukowatą fa­ sadą budynku Wielkiego Targowiska.

Kiedy ją odnalazł, zamarł ze zdumienia. Po słowach Fursy nie spodziewał się tak wielkich zniszczeń, chyba że od czasu jej wizyty wydarzyło się coś jeszcze. Z niezwykłego falistego dachu zbudo­ wanego z połączonych warstw płaskich cegieł została zaledwie jed­ na czwarta.

Tyen ruszył wraz z ludźmi do celu.

Wielkie Targowisko mieściło się w naprawdę pięknym budyn­ ku. Wewnątrz na straganach dniem i nocą sprzedawano najlepsze towary w mieście. Dlaczego ktoś miałby to zniszczyć? – zastanawiał się Tyen. Zaatakowali mieszkańcy innego miasta czy może inne­ go świata? Napaść na Wielkie Targowisko była atakiem na głów­ ne źródło dochodów Alby. A także na miejsce, które w ciągu ostat­ nich pięciu cykli stało się dla Tyena nowym domem – pokochał je bardziej niż własną ojczyznę. Poczuł narastający gniew.

Bez wątpienia Ceramicy, wybrani przez mistrzów warsztatów w Doum, wiedzieli więcej. Mógłby zajrzeć w ich umysły, lecz pra­ wo – podobnie jak w wielu innych światach – nie dopuszczało czy­ tania w myślach bez zezwolenia. Nauczył się odruchowo przestrze­ gać tej zasady, bo gdyby choć raz dał się przyłapać na jej złamaniu, przepadłaby akceptacja, której pragnął. Zyskał co prawda uznanie jako potężny mag i wynalazca pierwszych napędzanych magicz­ nie kół garncarskich, lecz jako człowiek z zewnątrz wciąż wzbu­ dzał pewne podejrzenia.

Miasto przemknęło pod nimi niczym rozmazana plama. W mia­ rę jak zbliżali się do celu, zrujnowany gmach stawał się coraz więk­ szy i wyraźniejszy. Kiedy znaleźli się przy strzaskanych ścianach, pośród cieni dostrzegli wielki stos gruzu. Rumowisko połyskiwało kawałkami potłuczonej glazury. Z chaosu gdzieniegdzie wyłania­ ły się pozostałości straganów, lecz towary i ludzie zostali przysypa­ ni. Niektórzy dźwigali fragmenty gruzu. Pozostali leżeli na ziemi wśród ocalałych kramów, a ich ubrania były poplamione krwią; niektórzy się poruszali, inni nie.

Widok obudził w Tyenie nieprzyjemne wspomnienie zawalonej wieży oraz falę wyrzutów sumienia. Odepchnął je od siebie. Od tragedii w Strzelistym Zamku minęło wiele cykli – cykl oznaczał „rok” według miary magów i handlarzy podróżujących między światami, gdyż pojęcie roku w poszczególnych światach było inne – lecz Tyen wciąż wyraźnie pamiętał tamten dzień. Dlatego bar­ dzo chciał się na coś przydać. Tym razem mogę jakoś pomóc – po­ wiedział sobie. O ile mi pozwolą.

Obniżył się wraz z robotnikami w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na lądowanie. Postanowił, że nie będzie to wnętrze budyn­ ku, na wypadek gdyby pozostała część dachu miała runąć. Fursa powiedziała, że prócz nas bliżej nie było innych magów, więc zapew­ ne niewielu już tu dotarło. Lepiej wszystkich osłonię, bo mury mo­ gą zawalić się na zewnątrz. Na placu przed gmachem było tłoczno od gapiów. Ze środka co chwilę wybiegali ci, którzy postanowili pomóc, rzucali gruz na nieustannie rosnący stos, a potem szybko wracali. W pobliżu nie było dostatecznie dużo przestrzeni na lądo­ wanie, więc Tyen wybrał miejsce oddalone o dwadzieścia kroków i zaczekał, aż stojący tam ludzie zauważą ich i usuną się z drogi.

Nie trwało to długo. Na widok grupy przezroczystych posta­ ci zebrani szybko rozsunęli się na boki. Wówczas Tyen zszedł ze swoimi ludźmi do świata. Wszyscy zaczerpnęli suchego, pylistego powietrza i zaczęli kaszleć. Niektórzy przyciskali ręce do twarzy pod wpływem nagłego powrotu zycznych oznak emocji, nieist­ niejących między światami. Po kilku głębokich oddechach doszli do siebie po podróży, wyprostowali się, a dłońmi, którymi przed chwilą trzymali sąsiadów, by połączyć się z Tyenem, teraz pokle­ pywali się i ściskali, by dodać sobie otuchy.

– Zobaczmy, co da się zrobić – powiedział Tyen i ruszył ku budynkowi.

Kiedy weszli do środka, spojrzał w górę na resztki dachu. Oca­ lała tylko jedna z pięciu centralnych kolumn. Zaczerpnął magii i unieruchomił powietrze nad swoimi robotnikami, tworząc osło­ nę – być może odrobinę przesadził, bo pod wpływem chłodu w po­ wietrzu od razu zaczęła powstawać mgła.

– Nie ma takiej potrzeby, Tyenie Wheelmaker – odezwał się z prawej strony męski głos. – Podtrzymujemy dach.

Tyen odszukał wzrokiem mężczyznę. Był to znajomy starzec, przeciskający się teraz między robotnikami.

– Mistrzu glazurniku Ray e. – Tyen uwolnił powietrze. – Jak możemy pomóc?

– Czy ktoś z was potra uzdrawiać? – spytał Rayf.

Robotnicy popatrzyli po sobie, lecz większość pokręciła głowami.

– Ja trochę się na tym znam – rzekł jeden z młodszych męż­ czyzn. – Nie na magii uzdrowicielskiej, ale na bandażach i zakła­ daniu szwów.

– Ja trochę się podszkoliłem w Faurio – powiedział Tyen. A po­ tem rozpoznał mnie jakiś buntownik – dodał w duchu – i miałem do wyboru: zabić go albo uciec. – Opanowałem podstawy.

Rayf przeniósł wzrok na Tyena i uniósł brew.
– Potra sz leczyć za pomocą magii?
Tyen pokręcił głową.
– To potra ą tylko wiecznie młodzi.
Spojrzenie starca wyostrzyło się na wieść o umiejętnościach

Tyena. Bez wątpienia zastanawiał się, czy ten potężny cudzozie­ miec się starzeje – albo raczej co dla Doum oznaczałoby, gdyby się nie starzał. Wzrok Rayfa powędrował za plecy rozmówcy i sta­ rzec zmarszczył brwi. Podszedł do Tyena i odezwał się ściszonym głosem.

– Zajrzyj w moje myśli – poprosił.

Tyen usłuchał go i dostrzegł niepokój oraz skupisko straga­ nów za swoimi plecami. Za linią ludzi uprzątających rumowisko, między naczyniami ustawionymi na ocalałym kramie, widać by­ ło cień. W jego głębi połyskiwała para oczu skupionych na wiel­ kim stosie gruzu.

Rayf popatrzył z powrotem na Tyena.
– Nie mogę przeczytać jego myśli. Kto to? – wyszeptał.

Tyen uwolnił zmysły w poszukiwaniu nieznajomego. Kiedy od­ nalazł jego umysł, zmarszczył brwi.

To potrwa wiele godzin – myślał nieznajomy. Im dłużej tu zosta­ nę, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś mnie znajdzie. Dlacze­ go miałbym ryzykować, że tra ę do więzienia, skoro nie ja zleciłem atak na to miejsce? Gdyby któryś z Ceramików rzeczywiście zginął, imperator nie targowałby się o mnie. Zostawiłby mnie na pastwę losu.

– Nazywa się Axavar – szepnął Tyen. – Pochodzi z Murai. Mag ze szkoły magii.

– Był wśród ludzi, którzy to zrobili?
Tyen pokiwał głową.
– Kazano mu dopilnować, by żaden z napastników nie zabił Ce­

ramika. Gdyby któryś z naszych przywódców zginął, imperator podjąłby działania tylko wobec tych, którzy zlecili atak.

Rayf zmrużył oczy.
– A kto go zlecił?
– Podejrzewa kupców z Murai.
Starszy mężczyzna syknął.
– Na pewno chcieli nas ukarać za ustanowienie minimalnej ce­

ny. Których kupców podejrzewa?
– Nie myśli o nikim konkretnym. To tylko pionek. Za młody,

by mógł mieć jakąś władzę.
I zupełnie nieprzejęty tym, co tu zrobił wraz ze swoimi po­

bratymcami. Tyen pokręcił głową. Zabijanie ludzi za to, że nie chcą sprzedawać towarów poniżej pewnej ceny, bo muszą z czegoś żyć, było niewiarygodnie okrutne. Jeżeli Axavar miał rację, kup­ cy z Murai doszli do wniosku, że ich przetrwanie zależy od tego, czy zdołają sprzedać towary z Doum z rozsądnym zyskiem – choć Tyen podejrzewał, że „przetrwanie” wcale nie oznaczało koniecz­ ności zmagania się z głodem, lecz wiązało się z uszczupleniem ich potężnego majątku.

– Co mam zrobić? – spytał.

Rayf zawahał się, a na jego twarzy odmalowało się niezdecydo­ wanie. W końcu ktoś go zawołał i starzec nieco się ożywił. Obaj się odwrócili i stwierdzili, że do budynku zbliża się kilkoro ludzi w czerwonych szatach – jedna z tych osób skierowała się ku Ray­ fowi, pozostałe rozproszyły się wśród rannych.

– Och, doskonale. Dotarli uzdrowiciele z Payr. – Starzec z po­ wrotem zwrócił się do Tyena. – Idź za nim, jeśli wyjdzie. Dowiedz się, kto jeszcze odpowiada za napaść i czy stoi za tym imperator.

Tyen skinął głową. Wziął głęboki wdech i odepchnął się od świa­ ta. Zatrzymał się w miejscu, z którego ledwie był w stanie określić swoją pozycję w stosunku do pomieszczenia. Wyglądało to, jak­ by zniknął, chyba że ktoś dokładnie by się przyjrzał. Szerokim łu­ kiem zaszedł Muraiczyka od tyłu.

Mężczyzna w ostatniej chwili odwrócił się i go zauważył. A po­ tem błyskawicznie śmignął między światy i uciekł.

Tyen popędził za nim.

Zrujnowane targowisko zniknęło mu z oczu. Materia między światami została zmącona po obu stronach świeżo utworzonej przez Axavara ścieżki. Gdy Tyen zaczął go doganiać, mężczyzna przyśpieszył. Tyen mógłby go schwytać, lecz przystanął i pozwo­ lił mu na zwiększenie odległości. Niech myśli, że uniknął pości­ gu, dzięki czemu uda się prosto w miejsce, do którego zamierzał dotrzeć.

Czyli zapewne do pozostałych magów, którzy brali udział w ata­ ku. Wówczas Tyen ostrożnie się do nich zbliży, trzymając się poza zasięgiem ich wzroku. Pojedynczy muraiski mag raczej nie powi­ nien stanowić dla Tyena zagrożenia, nie wiedział jednak, jak silni są w grupie. Poza tym musiał uważać, by nie uznali jego działań za kontratak Doum; niektórzy mogliby wrócić do Alby i zaatako­ wać ponownie.

Minął punkt równowagi między światami, w którym niczego nie było widać, i z bieli powoli zaczęły się wyłaniać cienie. Poniżej rozciągało się miasto, które szybko stawało się coraz wyraźniejsze.

Leżało u stóp klifu, z którego spływał ogromny wodospad, a two­ rząca się z drobinek wody mgła przesłaniała je. Miasto dzieli­ ła rzeka, lecz obie jego części były połączone szeregiem eleganc­ kich mostów.

Był to Glaemar, stolica najpotężniejszego kraju w świecie Mu­ rai, a zarazem siedziba imperatora władającego wszystkimi kraja­ mi z wyjątkiem kilku odległych państw, zbyt ubogich, by mogły być kuszącym celem podbojów. Tyen odwiedził ten świat mniej więcej w tym samym czasie, w którym osiedlił się w Doum, był bowiem ciekaw zamożnego i potężnego sąsiada, będącego głów­ nym nabywcą towarów sprzedawanych przez garncarzy. W Gla­ emarze panował chłodniejszy klimat niż w Albie, kultura zaś by­ ła bardziej wyra nowana – i mniej przyjazna. Bogactwo i władzę dziedziczono, ubodzy żyli w wiecznej niewoli. Zdolności magicz­ ne dawały zaledwie skrawek wolności w obliczu nieugiętych wy­ magań związanych z pochodzeniem.

Ten świat za bardzo kojarzył się Tyenowi z własną ojczyzną, wielkim Imperium Lerackim, które podbiło i skolonizowało więk­ szość jego świata – choć w Belton, mieście wyposażonym w za­ awansowaną kanalizację, śmierdziało znacznie mniej niż z zakry­ tych rowów w Glaemarze.

Axavar zanurkował ku swojemu światu, zwalniając dopiero w ostatniej chwili, by skorygować pozycję. Tyen podążał za nim w pewnej odległości, świadom, że mniejsze zdolności magicz­ ne mężczyzny utrudniają mu zauważanie innych magów między światami. W końcu Axavar skierował się ku dużemu budynkowi z kwadratowym wewnętrznym dziedzińcem.

Tyen został na tyle wysoko nad miastem, by dla ludzi w dole sta­ nowić jedynie punkcik. Mimo wszystko gdy zszedł do świata, stwo­ rzył wokół siebie kulę unieruchomionego powietrza, która miała zarówno pomóc mu utrzymać się w miejscu, jak i go osłonić. Za­ czekał chwilę i wkrótce mógł zajrzeć w umysł Axavara.

Axavar wylądował w szkole magii. Ze wszystkich stron rozległ się odgłos kroków, gdy magowie odpowiedzieli na jego wezwanie. W jego myślach pojawiły się twarze mężczyzn i kobiet spoglądają­ cych z balkonów. Kolejne osoby przechodziły przez łukowate wej­ ścia poniżej. Wszyscy wpatrywali się w niego, gdy udzielał męt­ nych wyjaśnień i przestróg.

Powiedział im, że zauważył go jakiś mag. Że być może za nim podążył. Że mógł w każdej chwili się tu znaleźć.

Axavar wyczuł ciemne linie wykwitające wokół magów, gdy ci zaczerpnęli mocy, przygotowując się na ewentualne spotkanie z in­ truzem. Lecz Tyen nie miał zamiaru doprowadzać do konfrontacji. Postanowił zajrzeć w ich myśli. Okazało się, że mistrz Rayf miał słuszność. Kiedy Ceramicy z Doum ustanowili ceny minimalne, kupcy z Murai postanowili dać im nauczkę – wynajęli pięciu ma­ gów z glaemarskiej szkoły i wysłali ich do Alby, by zniszczyli Wiel­ kie Targowisko.

Wiedzieli, że imperator ukarałby ich w razie śmierci któregoś z przywódców Doum. Dla Muraiczyków śmierć mężczyzn, kobiet i dzieci pracujących przy straganach nie miała znaczenia, bo w ich kulturze sprzedawcy nie cieszyli się wysoką pozycją społeczną. Li­ czyli się tylko ludzie u władzy. Lecz w Doum handel kontrolowały rody garncarzy, strycharzy, dachówkarzy i innych rzemieślników – byli wśród nich krewni Ceramików. Członkowie rodów, którzy nie zostali obdarzeni zdolnościami artystycznymi, lecz mieli talent do liczb i negocjacji, byli równie ważni co twórcy, gdyż dzięki nim rzemieślnicy mogli skupić się na swoich zajęciach.

Współpracownicy Axavara wpatrywali się właśnie w dyrektor­ kę szkoły magii, kobietę o imieniu Oerith. Wątpiła, by pojedynczy mag z Doum ośmielił się zaatakować szkołę. Niemniej zdawała so­ bie sprawę, że będzie szukał informacji, a gdy dowie się, dlaczego Wielkie Targowisko zostało zniszczone, może wrócić, by zemścić się na kupcach albo nawet uderzyć na imperatora. Szkoła zosta­ nie pociągnięta do odpowiedzialności za ujawnienie się Axavara.

Chyba że Oerith szybko wszystkich ostrzeże. Nazwiska kupców, którzy zlecili atak, nie zostały przekazane magom, kontaktowali się bowiem przez pośredników, lecz imperator prawdopodobnie je znał, a nawet jeśli nie, to z pewnością je pozna, gdy dotrą do niego najnowsze wieści. Oerith nakazała wystawienie straży i gotowość do obrony, po czym odepchnęła się od świata i jej umysł przestał być widoczny.

Co mam robić? – zastanawiał się Tyen. Przez chwilę czekał na od­ powiedź Velli, ale przecież dla bezpieczeństwa zostawił ją w domu. Rayf chciał poznać nazwiska kupców. Tyen mógł przetrząsnąć umysły mieszkańców miasta, ale trwałoby to zbyt długo. Zdaniem

Oerith znał je imperator.
Tyen zwrócił się ku potężnemu budynkowi usadowionemu u pod­

nóża klifu. Gmach znajdował się przy wodospadzie, dzięki czemu jego mieszkańcy mieli dostęp do najczystszej wody. Tyen rozejrzał się w poszukiwaniu ich umysłów. Odszukanie Oerith nie zajęło mu wiele czasu, a pośród tylu ludzi trudzących się zadowalaniem im­ peratora jego samego także łatwo było odnaleźć. Oerith przybyła już do sali audiencyjnej. Przekazała ostrzeżenie o magu, który ści­ gał Axavara, i spojrzała na pięciu mężczyzn klęczących w pobliżu.

Domyśliła się, że to właśnie ci kupcy. Tyen zerknął w ich umy­ sły i potwierdził tę informację. Poznał ich nazwiska. Mógł odejść.

Wówczas jednak ich uszami usłyszał śmiech imperatora.

Skupił się na myślach władcy i zmroziło mu krew w żyłach. Ten człowiek był rozbawiony. Nie miał zamiaru karać kupców. Zastanawiał się za to, czy trudno byłoby przeprowadzić regular­ ny szturm na Doum.

Żar przegnał chłód, gdy gniew na nowo doszedł do głosu, lecz Tyen zapanował nad sobą.

Jeśli się wtrącę, mogę pogorszyć sytuację.

Jeśli jednak niczego nie zrobi, miejsce, w którym tak bardzo sta­ rał się zadomowić i które pokochał bardziej niż własny świat, mo­ że ulec zagładzie.

Nie wiedział jednak, jak potężni są magowie chroniący impera­ tora. Na pewno byli silni.

Zajrzał w umysły osób pozostających najbliżej władcy i poli­ czył magów. Okazało się, że miewał już do czynienia z taką licz­ bą i przeżył. Ale jaką mocą dysponowali? Wielu zastanawiało się nad szansami Murai przeciwko Doum, gdyby doszło do kon ik­ tu, i choć uważali się za silniejszych, żaden nie zdobył doświadcze­ nia w walkach między światami – mimo to więcej niż kilku mia­ ło o sobie dość wysokie mniemanie.

Konfrontacja z imperatorem byłaby ryzykowna, lecz Tyen go­ tów był na ten krok dla dobra swojej nowej ojczyzny. Wziął głębo­ ki wdech, odepchnął się między światy i poszybował w dół.

Nie prześlizgnął się jednak przez dach komnaty audiencyjnej. To byłoby zbyt wyzywające. Zamierzał zmusić imperatora do roz­ ważenia, czy warto robić sobie wroga ze świata Doum, nie chciał jednak, by władca pomyślał, że sąsiad właśnie przeszedł do kontr­ ataku. Dlatego wylądował w pewnej odległości od komnaty i pod­ szedł do strażnika.

Mężczyzna – kapitan – drgnął na widok materializującego się Tyena.

– Chciałbym porozmawiać z imperatorem w imieniu ludu Doum.

Kapitan zmrużył oczy, wątpił bowiem, by ktoś ważny mógł wy­ słać takiego zaniedbanego posła.

– Kim jesteś?

– Tyen Wheelmaker z Alby. – Tyen prychnął. – Ubrałbym się stosowniej do tej okazji, lecz pilniejsza jest konieczność zażegnania niebezpieczeństwa wojny między naszymi światami. – Odepchnął się, przemknął obok strażnika, po czym wylądował i wyzywająco obejrzał się przez ramię. – Wolisz, żebym sam poszukał imperatora?

Kapitan wyprostował się.

– Nie. Zaprowadzę cię. – Gestem dał Tyenowi znać, by za nim podążył, po czym ruszył korytarzami.

Podczas poprzedniej wizyty w Glaemarze Tyen oglądał pa­ łac z zewnątrz, nie miał jednak o cjalnego pretekstu, by wejść do środka, nie widział zatem jego wnętrza. Nie tego się spodziewał. Zamiast zwyczajowego natłoku cennych przedmiotów i zbytkow­ nych dekoracji mających świadczyć o bogactwie i majestacie, ujrzał ogromną przestrzeń, w której panował ład. Była podzielona na po­ szczególne pomieszczenia nie ścianami, lecz rzędami kolumn. Łu­ kowate przejścia wychodziły na atria, dzięki którym światło sło­ neczne i wilgoć mogły odżywiać niebanalnie rozmieszczone rośliny w ogromnych donicach. Na bardziej przestronnych dziedzińcach ustawiono pergole. Zabiegi te łagodziły granicę między wnętrzem a otoczeniem budynku. Ponadto wilgotna mgiełka ciągnąca się od wodospadu, roznoszona wokół łagodnymi podmuchami, nawilża­ ła i schładzała powietrze.

Jednak w pałacu nie brakowało dzieł sztuki. Tu i ówdzie po­ śród kolumn stały wyszukane rzeźby i donice na rośliny pochodzą­ ce z najlepszych warsztatów garncarskich Domry, a na podłogach widniały mozaiki równie imponujące jak te, które Tyen podziwiał przy głównym wejściu do gmachu. Jeżeli te wzory pokrywały ca­ ły widoczny z góry kompleks, rozciągały się na powierzchni dużej wioski lub nawet niewielkiego miasta.

Domy wielu zamożnych rodów w Glaemarze oraz innych mu­ raiskich miastach zapewne także zdobiono w ten sposób. Wszyst­ ko, co nadawało się dla monarchów kraju czy świata, było atrak­ cyjne dla ambitniejszych mieszkańców, którzy chcieli pochwalić się dobrobytem i władzą. Kiedy Tyen przyjrzał się dokładniej, za­ uważył, że wszystkie kafelki pokryte są szkliwem. A zatem był to nie kamień, lecz ceramika.

Nic dziwnego, że kupcy są przewrażliwieni na punkcie kontrolowa­ nia cen przez Ceramików. Już na ten jeden produkt musi być ogrom­ ny popyt, nie wspominając o wyrobach garncarskich i rurach kupo­ wanych w Doum.

Minął dyplomatów i dworzan, biurokratów i służbę. Zauwa­ żył, że wszyscy służący są młodzi i atrakcyjni, choć noszą gładkie, proste stroje uszyte z tej samej tkaniny. W tak otwartej przestrze­ ni służby nie da się ukryć, więc zapewne imperator nie chce, by rzu­ cała się w oczy.

Kilkoro ludzi w innych, bardziej zdobnych uniformach przerwa­ ło rozmowę i utkwiło wzrok w Tyenie. Niektórzy ruszyli za nim, inni pośpiesznie odeszli. Magowie, jak wyczytał w ich umysłach, którzy sprawdzali wszystkich gości cesarza. Nie spodobało im się to, co zobaczyli – cudzoziemca w stroju typowym dla Doum, któ­ rego myśli nie potra li odczytać.

A jednak nikt go nie zatrzymał, a z ich umysłów dowiedział się, że rzeczywiście zmierza do sali audiencyjnej. W końcu dotarli do wewnętrznych ścian. Od imperatora dzieliły go już tylko ogrom­ ne drzwi. Jeden z sześciu strażników otworzył ich skrzydło. Kapi­ tan przystanął zdziwiony, lecz wzruszył ramionami i wprowadził Tyena do środka. Usunął się na bok i dał Tyenowi znak, by szedł przed nim.

Ku zaskoczeniu Tyena w komnacie panował półmrok. Było to, w przeciwieństwie do wielu innych przestrzeni pałacu, całkowicie odgrodzone pomieszczenie, a jedyne źródło światła stanowiły pło­ mienie lamp zawieszonych we wnękach.

Pośrodku stał mężczyzna w średnim wieku. Miał na sobie prostą szatę ze złotej tkaniny, na której udrapowano tunikę ze szkliwio­ nych koralików. Jej skromność z początku zaskoczyła Tyena, przy­ pomniał sobie jednak, że w Murai niewiele było złóż gliny. Prag­ niecie tego, czego nie posiadacie – zadumał się – a to dawało Doum przewagę... aż do dziś.

Dwoje magów, którzy podążyli za Tyenem, kroczyło po obu je­ go stronach, a z ich myśli Tyen wyczytał, że mężczyźni i kobie­ ty stojący wzdłuż tylnej ściany także są magami. Imperator został poinformowany, że nie są w stanie odczytać myśli Tyena. Wbrew ich radom władca postanowił spotkać się z posłańcem z Doum.

Jakiś ruch przykuł uwagę Tyena do pięciu wpatrzonych w pod­ łogę mężczyzn, którzy przyklękli niedaleko. Byli dobrze ubrani, najmłodszy z nich nie dorównywał władcy wiekiem, najstarszy zaś liczył dwukrotnie więcej lat. Kupcy. Za nimi stała dyrektor­ ka szkoły magii.

Gdy Tyen znów spojrzał na imperatora, ten uniósł brwi i pod­ bródek, znieważony brakiem szacunku ze strony posłańca. Mając na względzie, że nie chce doprowadzić do kolejnych aktów prze­ mocy, Tyen przybrał tę samą pozę co kupcy.

– Kto to jest? – władczo odezwał się imperator w języku murai­ skim, a jego słowa odbiły się echem w pomieszczeniu.

– Tyen Wheelmaker – odparł kapitan zza pleców Tyena.
Głos imperatora wypełnił salę sceptycyzmem.
– Ceramicy wysłali sługę, by negocjował w ich imieniu?
– Nie, imperatorze Izetalo­Morazo – odparł Tyen. Potem zaś,

wyczytawszy z myśli władcy, że ten zna język Podróżników, ode­ zwał się właśnie w ich mowie. – Ceramicy wysłali mnie, bym się dowiedział, kto i dlaczego zaatakował niedawno Wielkie Targo­ wisko w Albie. Ruszyłem za jednym z magów, mężczyzną, które­ go napastnicy pozostawili tam, by się upewnił, czy wśród o ar nie ma Ceramików...

– A są? – spytał imperator, także przechodząc na język Podróżników.

– Nie wiem, imperatorze.

– Cóż, znalazłeś winowajców. Sam możesz ich spytać, co chcie­ li osiągnąć.

– Już się dowiedziałem.
– To po co tu przybyłeś?
Tyen spojrzał mu w oczy.
– Ci kupcy zaatakowali Doum – powiedział, nadając głosowi

surowość. – To można uznać za wypowiedzenie wojny. – Zamilkł, po czym wstał. – Chciałbym się dowiedzieć, co p a n, imperato­ rze Izetalo­Morazo, zamierza uczynić. Potępia pan ich działania?

Władca ponownie uniósł podbródek, ale nie odezwał się, lecz zastanawiał nad odpowiedzią. Tyen sposępniał, gdy zajrzał w je­ go umysł.

– Nie pochwalam ich – rzekł imperator. – Podjęli ogromne ryzy­ ko i powinni byli zapytać mnie o zgodę. – Władca rzucił kupcom srogie spojrzenie, ci zaś skulili się i zaczęli rozważać, czy przypad­ kiem nie pomylili się w ocenie tego człowieka. – Mają jednak pra­ wo podjąć kroki wobec faktu, że Ceramicy odmówili negocjacji.

– A zatem nie ukarze ich pan?
Imperator gwałtownie przeniósł wzrok na Tyena.
– Tylko jeśli ucierpiał któryś z Ceramików. – I zapewne będę

musiał zrobić to odpowiednio ostentacyjnie – gderał w myślach. Ci Ceramicy to jakaś żałosna namiastka władców. To tylko słudzy zaj­ mujący się rzemiosłem, którym tymczasowo powierzono władzę nad rozwydrzonym tłumem nazwanym „obywatelami”. – Proszę im przy­ pomnieć, że sami są sobie winni – kontynuował. – Nie dotrzyma­ li umowy. Sprzedawali towary zamówione przez Muraiczyków in­ nym krajom. Tego nie można tolerować.

Tyen nachmurzył się.

– Skoro nie chcecie zapłacić stosownej ceny za ich czas i do­ świadczenie, dlaczego nie wolno im szukać klientów, którzy są go­ towi ponieść takie koszty?

– Zawsze się u nich zaopatrywaliśmy – powiedział imperator. – To pradawne porozumienie wspierane przez Raena...

– Raen nie żyje.

Imperator przybrał kamienny wyraz twarzy i zacisnął usta w nie­ zadowoleniu. Zapadła niezręczna, gniewna cisza. Tyen poruszył zakazany temat. W dodatku, z punktu widzenia historii światów, całkiem świeży.

Co to za karierowicz? – zastanawiał się imperator. Ktoś wpływo­ wy. Ktoś na tyle potężny, że nie boi się ani mnie, ani moich magów. A jednak jego akcent brzmi obco i choć jest podobny do mieszkańców

Alby, ma w sobie coś nieznajomego. Czyżby był cudzoziemcem? To chyba możliwe.

– A jakie to ma dla ciebie znaczenie? – spytał. – Przecież nie po­ chodzisz z ich świata.

Tyen skrzyżował ramiona na piersi.

– Doum jest moim domem, a jego mieszkańcy to moja rodzi­ na. Zrobię, co będę musiał, by go bronić.

– W takim razie broń go. Przekonaj Ceramików, żeby zrezygno­ wali z tej absurdalnej polityki cenowej.

– Nigdy nie ośmieliłbym się mówić im, jak mają żyć i dbać o własne interesy – odparł Tyen. – Widzę jednak, że pana, impe­ ratorze, nie będzie łatwo do tego przekonać. Chyba że usunę całą magię z tego świata i odizoluję go od innych na kilkaset cykli. To zapewne zaszkodzi waszemu handlowi.

Imperator utkwił wzrok w Tyenie. Oerith zrobiła krok w stronę władcy, ten jednak gestem nakazał jej zostać na miejscu.

– Tylko Raen był na tyle potężny – powiedział. – Nie tylko.
– Zabiłby cię, gdyby cię znalazł.
Tyen wzruszył ramionami.

– Wygląda na to, że jednak mu się nie udało. To niewielki świat, czego jest pan zapewne świadom. Znam przynajmniej dwie osoby o zasięgu umożliwiającym pozbawienie go mocy, a nie zdziwiłbym się, gdyby takich magów było więcej. Nawet gdybym nie zdołał zebrać całej magii za jednym razem, i tak mógłbym stworzyć wo­ kół Glaemaru pustkę na tyle rozległą, że jej zapełnienie potrwało­ by wiele cykli. Jeśli jednak wątpi pan w prawdziwość mych słów...

Tyen uwolnił zmysły i objął całe miasto, po czym pobrał połowę magii w promieniście ułożonych pasmach. To, co zostało, szybko wypełniłoby pustkę i żaden mag będący w trakcie wykonywania ważnej czynności – na przykład unoszenia czegoś ciężkiego – nie zostałby całkowicie pozbawiony mocy.

W pomieszczeniu rozległy się zduszone okrzyki, gdy magowie wyczuli, co się stało. Nim jednak któryś z nich zdążył wpaść w pa­ nikę i zaatakować, Tyen wypuścił magię z powrotem. Wypłynęła z niego, na chwilę całkowicie spowijając pałac. Zdumienie przero­ dziło się w podziw. Strach w ulgę.

– Dam panu czas na ponowne rozważenie swojego stanowiska i podjęcie decyzji, czy ci ludzie – Tyen zerknął na kupców – zasłu­ gują na karę za śmierć rodzin rzemieślników i Ceramików. – Z za­ dowoleniem stwierdził, że władca zamierza postąpić zgodnie z je­ go propozycją, mimo gniewu, że ktoś śmiał mu grozić. – Dziękuję za przyjęcie, imperatorze. Życzę zdrowia i szczęścia.

Nie czekając na odpowiedź ani na odprawę, Tyen zaczerpnął ma­ gii z jej nadmiaru w pałacu i odepchnął się od świata.

Kiedy znalazł się daleko między światami, jego satysfakcja nie­ co przybladła i zaczął się martwić. Jak zareagują Ceramicy, gdy się dowiedzą, że bez konsultacji z nimi groził imperatorowi Mu­ rai w ich imieniu?

Rozgniewają się czy będą mi wdzięczni? Naprawiłem sytuację czy ją pogorszyłem?

Chciałby porozmawiać na ten temat z Vellą. Na myśl o ukrytej w domu książce zdał sobie sprawę, że grożąc imperatorowi, sam mógł stać się celem ataku. Rozsądek podpowiadał, że byłby w sta­ nie się obronić, lecz imperator mógłby zemścić się w sposób, któ­ ry nie wywołałby sprzeciwu Ceramików, i na przykład zniszczyć mu dom. Po wydarzeniach tego dnia postanowił, że zacznie znów nosić książkę przy sobie.

Odnalazł ścieżkę z Doum do Murai, którą przetarł wraz z Axa­ varem, i podążył nią w przeciwnym kierunku. Stopniowo zaczę­ ły się wokół niego pojawiać stragany w gruzowisku Wielkiego Targowiska.

A potem wyczuł cień. Ktoś go śledził.

Z niepokojem poszybował nad światem, odciągając maga od ru­ in. Z ulgą stwierdził, że ten ruszył jego śladem. Wywabił szpiega z miasta i odnalazł bezludne miejsce, w którym mógł doprowadzić do konfrontacji, nie narażając innych na niebezpieczeństwo. Zszedł do świata w wyschniętym jeziorze, zachłannie łapiąc oddech; je­ go pozbawione powietrza ciało musiało zapłacić cenę za tak dłu­ gie przebywanie w przestrzeni między światami.

Kilka kroków dalej zaczęła materializować się ludzka sylwetka. Sylwetka kobiety odzianej w długą luźną suknię. Oerith? Inny mag imperatora, który postanowił rzucić mu wyzwanie? A może ktoś, kto miał przekazać wiadomość? Czy też zaszantażować w odwecie?

Jednak oblicze nieznajomej nie przypominało twarzy mieszkań­ ców Murai. Kobieta miała ciemniejszą skórę i proste czarne włosy. A potem ją rozpoznał i jego ciało przeszył dreszcz, niczym błyska­ wica. Kiedy się zmaterializowała, zaczerpnęła tchu, by się odezwać, lecz nie chwytała łapczywie powietrza, co było charakterystyczne dla nieśmiertelnych magów.

– Tyen, prawda? – zapytała kobieta, która odmówiła wskrzesze­ nia Raena. – Pamiętasz mnie? Choć możliwe, że nigdy ci się nie przedstawiłam. Jestem Rielle.


Komentarze

  • Artykuły
  • Wywiady
  • Inne

Amal Clooney wreszcie jest w ciąży?

Zmiana kształtów żony George'a Clooneya może wskazywać na to, że na... »

Wyprasowana twarz Madonny na okładce

59-letnia Madonna mimo upływu czasu nie rezygnuje z wizerunku młodziutk... »

Oficjalna sesja laureatów Złotych Globów!

W niedzielny wieczór, w hotelu Beverly Hilton w Beverly Hills po raz 74.... »

Nasze     Patronaty

Biega
    na blogach

McClellan Brian ? Jesienna Republika. Trylogia magów prochowych t.3
Trzeci i ostatni tom trylogii Magów prochowych doczekał się wreszcie swojej kolejki do czytania.  Po lekturze tomu drugiego zastanawiałam się, czy autor zdoła mnie
Królestwo Książek
Darmowe książki dla Blogerek! (i Blogerów)
Cześć! Wiem, że może to zabrzmieć jak kiczowata reklama, ale akcja z pewnością taka nie jest.Dzielę się wiadomością ze wszystkimi Blogerkami
Kobietnik
"Taki kot pomaluje każdy płot" - zwierzęcy bohaterowie podbijają nasze serca!:)
Sympatyczny zwierzak na okładce nie tylko fizjonomię ma uroczą - jest też istotką o złotym sercu, niezwykle empatyczną, pomysłową, działającą
Książkowa mania
BOOK TOUR: "Co mnie zmieniło na zawsze" - Amber Smith
Cześć, dziś kolejna książka, przeczytana w ramach Book Tour. Organizatorką jest autorka bloga "Wyznania uzależnionej od..książek"     Eden j
Mercy In Your eyes
Doodle Fusion: Planeta Bazgrołów
Stres to niestety nieodłączny element naszego życia. Towarzyszy nam niemal każdego dnia czy to w pracy, szkole, czy w domu. Można sobie z nim radzić na wiele ró
Elle Kennedy: Podbój
Autor: Elle KennedyTytuł: PodbójSeria: Off-Campus #3Stron: 448Wydawca: Zysk i S-kaBeztroska swoboda studencka powoli dobiega końca. Bohaterowie serii Off-Campus stopniowo docieraj
Zwiedzam wszechświat
Zapowiedzi marcowe [2017]
Luty minął jak z bicza strzelił, przyszła pora na marcowe zapowiedzi wydawnicze.Również i tym razem nie powala ilość nowości, które mnie w jaki
Redaktor na tropie
Mariusz Czubaj ?Martwe popołudnie?
Myślcie, a będzie Wam dane Żyjemy w czasach świętej trójcy. Ta trójca to media, biznes i polityka. Zacznę od sprostowania. I czepiania się. Choć
Kobietnik
"Tajemnicze kolorowanki" - kolorowanie i "wartości dodane";)
Pani naszej pierwszoklasistki stara się urozmaicać lekcje na wszelkie sposoby - wiadomo, że niesztampowe zadania przykuwają uwagę, wciągają, intrygują. Gdy zada
Angus Watson "Czas żelaza"
Zazwyczaj dzielę książki na trzy kategorie. Pierwszą stanowią dzieła, które przywracają czytelnikom wiarę w istnienie dobrej literatury. W szeregi drugie
Redaktor na tropie
Marcin Ciszewski ?Wiatr?
Nasza zima zła To miał być sylwester inny niż wszystkie, spędzony w surowych warunkach w schronisku na Kasprowym Wierchu, będącym mekką wszystkich szanują
Fascynacja książką
"Piąta pora roku" Nora K. Jemisin
Kiedy "Piąta pora roku" trafiła w moje ręce, od razu miałam ochotę ją przeczytać. W zależności od nastroju lubię sięgać po różne
Nałogowy Książkoholik
FELIETON: Wcale nas nie znacie!
źródłoPrzeglądając różnego rodzaju strony internetowe i czytając komentarze co poniektórych osób i nie ukrywajmy, że chodzi mi tu gł
Kobietnik
"Taki kot pomaluje każdy płot" - zwierzęcy bohaterowie podbijają nasze serca!:)
Sympatyczny zwierzak na okładce nie tylko fizjonomię ma uroczą - jest też istotką o złotym sercu, niezwykle empatyczną, pomysłową, działającą
Po drugiej stronie... książki
"Harry Potter i Kamień Filozoficzny", wersja ilustrowana
Dziś recenzja trochę nietypowa, bo zdjęciowa. Jestem pewna, że wielu z Was, tak jak i ja z niecierpliwością wyczekiwało tej daty: 21//22 października, premiera
Zwiedzam wszechświat
"Mnich"
Autor: Matthew Gregory LewisTytuł: "Mnich"Wydawnictwo: Vesper, 2016Ilość stron: 457Okładka: miękka ze skrzydełkamiW II połowie XVIII wieku ludzką wyobraźni
Przedpremierowo: Co mnie zmieniło na zawsze [patronat]
Agresja. Brutalność. Przemoc na tle seksualnym.  GWAŁT. Niewiele jest książek młodzieżowych, które  podejmowałyby się próby przedst
Fascynacja książką
"Brama piekieł" Bill Schutt, J.R. Finch
Rozpoczął się listopad. Miesiąc raczej smutny, szary, ponury. Mniej więcej taką atmosferę daje się wyczuć podczas lektury "Bramy piekieł", chociaż
Kobietnik
"Królestwo Liter" - takie pisanie jest miłe niesłychanie:)
O dziwo Starsza jest najpilniejszą uczennicą, mimo że jeszcze w przedszkolu deklarowała ze łzami w oczach: "Ja nie chcę do sioły, nigdy nie pójdę do sio&
Zostań najbogatszym Ojcem Chrzestnym - recenzja gry Kasa i Spluwy
Gry imprezowe goszczą u nas często. Bardzo cenimy sobie tytuły w których może zasiąść więcej niż  osób, gdyż mamy wielu znajomych l
facebook