Duzeka.pl

Sobota

06 Czerwca 2020 r.  

KSIĄŻKA

NAJSŁYNNIEJSZE MAMY W LITERATURZE

Mama Borejko - gdy miałam naście lat, chciałam być taka jak Mila, dla mnie to był ideał macierzyńskiego ciepła, takiej cichej miłości, pełnej służby i pokory, matki zawsze czułej,...

KSIĄŻKA

KONKURS: DIABELSKI HRABIA

Kilka lat później mąż dziewczyny umiera, zostawiając po sobie jedynie ogromne długi i list, w którym nakazuje żonie szukać pomocy właśnie u lorda Winstona.Gdy lad...

KSIĄŻKA

MAŁGORZATA MUSIEROWICZ I EMILIA KIEREŚ NA DZIEŃ MATKI

Emilia Kiereś: Owszem, zdarzało nam się współpracować już wcześniej, ale nigdy nie była to od początku do końca wspólna praca nad jedną...

KSIĄŻKA

FRAGMENT: PAN WIDMOWEJ WYSPY BRANDONA MULLA

Fragment 1 Ronodin otworzył drzwi bez pukania.– Podkról chce się z tobą zobaczyć.

KSIĄŻKA

FRAGMENT: DOM ZIEMI I KRWI CZ.1 SARAH J. MAAS

Fragment 1 Przed drzwiami galerii czekała wilczyca, co oznaczało, że był czwartek. To z kolei oznaczało, ż

KSIĄŻKA

GRUNT TO MYŚLEĆ, CZYLI CZY DARWIN MIAŁ RACJĘ?

Mira Jankowska W szkole uczyliśmy się fizyki, biologii, chemii i niekoniecznie były to nasze ulubione przedmioty. Wiele bowiem zależy o

Artykuły

Artykuły - książka
Irena Bujak
Fragment: "Strażnika ognia" J.C. Cervantes
Z okazji premiery “Strażnika ognia” J.C. Cervantes, książki z serii Rick Riordan Przedstawia zapraszamy na fragment powieści.
1
Zabijanie wrogów podczas Wielkiego Postu to zapewne grzech śmiertelny.
Ale jaki miałem wybór? Nie wyznaczyłem tego terminu umyślnie. Może uśmiechnie się do mnie szczęście i uratowanie mojego taty nie będzie się wiązać z żadnymi spotkaniami z siłami zła i ciemności. Ani z rozlewem krwi. Choć znając majańskich bogów… nie było na to zbyt wielkich szans.
– Wiosłuj mocniej! – wrzasnąłem.
Brooks siedziała z przodu dwuosobowego kajaka. Bombardowani przez ulewę wiosłowaliśmy przez las mangrowy na samotnej wyspie u wybrzeży Meksyku, na której Ixtab, królowa podziemi, kilka miesięcy temu ukryła mnie i moich bliskich. Chciała ochronić nas w ten sposób przed majańskimi bogami, którzy sądzili, że nie żyję – i na ten los zresztą według nich zasługiwałem, jako dziecko ludzkiej kobiety i boga. Na Holbox żyło się całkiem fajnie, chyba że ktoś musiał dokądś szybko dotrzeć, tak jak my.
Przez gęstwinę mangrowców biegł kręty kanał, który upodobały sobie krokodyle i węże. Szczerze mówiąc, nie przepadałem za tym szlakiem kajakarskim, ale tylko tędy można było się dostać do zachodniej zatoczki.
Tam właśnie znajdował się nasz „punkt zrzutu”. Jazz, nasz przyjaciel olbrzym, ryzykował życie, dostarczając nam poufnych informacji. Musiał wysyłać je w tajemnicy, w staromodny (czyli niewiarygodnie powolny) sposób, żeby nie pozostawić żadnego śladu prowadzącego do siebie. Wiem, co myślicie: Dlaczego nie mógł wysłać SMS-a? Świetny pomysł, tyle że wyspę otaczała magia cieni Ixtab, chroniąca nas przed wścibskim wzrokiem, przez co rzeczy takie jak smartfony i Wi-Fi tu po prostu wariowały. Poza tym Jazz znajdował się pod stałym nadzorem bogów. Jedna podejrzana wiadomość i olbrzym dostałby bilet w jedną stronę do Xibalby. Naprawdę – współczułem mu.
Datę i godzinę zrzutu przekazał nam Stary Pedro, który zwykle spędzał dni albo na malowaniu muralu na ścianie jakiegoś budynku, albo na siedzeniu w cieniu z butelką cerveza1. A kiedy nie robił ani jednego, ani drugiego, zajmował się najwyraźniej pośrednictwem w dostarczaniu tego typu wiadomości.
– A moglibyśmy po prostu tam polecieć! – zawołałem, próbując uzmysłowić Brooks bezsens tego wszystkiego.
– Wiesz, że nie latam w deszczu! – odkrzyknęła.
Jasne. Ale za to możemy pływać w deszczu kajakiem! Nie rozumiałem tego jej uprzedzenia do wody. Jako zmiennokształtna była o wiele silniejsza, a do tego zmieniała się w jastrzębia, i to w naprawdę wielkiego jastrzębia. Szkoda, że ja nadal nie umiałem tak panować nad swoimi mocami, bo oboje musieliśmy być w idealnej formie, jeśli ta cała szalona wyprawa miała nam się udać.
– Mamy tylko dwie minuty! – zawołałem zdławionym z obawy głosem. – Nie damy rady!
I pewnie już nigdy więcej nie będziemy mieć takiej szansy. Pedro na swój zrzędliwy sposób dał nam to jasno do zrozumienia: „Jeśli przegapicie zrzut, nie przychodźcie do mnie się mazać”.
Mieliśmy zdobyć ostatni element układanki – dokładną informację o miejscu, gdzie był więziony mój tata. Podobno bogowie podwyższyli poziom zabezpieczeń i co miesiąc lub dwa przenosili go gdzie indziej. Niedługo miał zostać ponownie przeniesiony i musiałem go stamtąd wydostać, zanim ślad po nim przepadnie.
Szkoda, że Fuego2 nie mógł się zaopatrzyć w skrzydła. Tak nazwałem moją zabójczą lasko-włócznię, bo była szybka jak ogień. W Starym Świecie Krzesicielka wykuła ją błyskawicą, związała ze starą magią i nasyciła krwią mojego taty. W rezultacie lasko-włócznia była niezniszczalna i zawsze trafiała do celu. Pomagała mi także chodzić bez mojego zwykłego utykania (mam jedną nogę krótszą). Zwykle korzystałem z tej funkcji tylko wtedy, gdy uciekałem przed jakimś demonem lub podobnym stworem. Kulawa noga nie przeszkadzała mi tak jak kiedyś – stanowiła część tego, kim jestem.
Kiedy Fuego nie znajdował się w trybie laski lub włóczni, wyglądał jak nóż do otwierania listów (to był pomysł Ixtab; ale dlaczego nie mógł się zmieniać w coś fajnego, jak na przykład sztylet?) – nosiłem go w skarpetce. Dzięki temu łatwiej mi było, gdy musiałem używać obu rąk. Jak teraz.
Brooks posłała mi przez ramię mordercze spojrzenie.
– Nigdy mi się za to nie wypłacisz, Obispo.
Powietrze zamigotało na niebiesko, potem na zielono i Brooks w jednej chwili zmieniła się w ogromnego jastrzębia. Zatoczyła w górze krąg, wydając z siebie głośny krzyk (co przetłumaczyłem sobie jako: „Naprawdę cię teraz nienawidzę”), i opadła na tyle nisko, że mogłem dosięgnąć jednego z potężnych szponów.
Okej, czyli dzisiaj na barana nie pojeździmy. Zawahałem się, aż znów rzuciła mi to swoje mordercze spojrzenie: „No, zdecyduj się wreszcie”. Stęknąwszy, złapałem oburącz jej śliski pazur i Brooks poderwała się do lotu. Musiałem wyglądać kretyńsko, zwisając pod nią jak kawałek rozmokniętego sera.
No trudno.
Brooks walczyła z wiejącym jej w dziób nieprzyjaznym wiatrem. Chłostały nas strugi deszczu, niebo pociemniało. Kiedy już będzie po wszystkim, ona naprawdę mnie zabije. Ale kto mógł przewidzieć tę głupią burzę? Jestem Posłańcem, a nie Prorokiem Burzy…
Uda ci się – powiedziałem do niej telepatycznie, starając się brzmieć tak pogodnie i pomocnie, jak tylko zdołałem w tych okolicznościach. Uwaga do bogurodzonych: radosny optymizm potrafi ocalić niejeden tyłek, jeśli się nim właściwie posłużyć. Poza tym w okolicy czatowało kilka krokodyli, które wyglądały na głodne, a ja nie chciałem dawać Brooks powodu do wypuszczenia mnie prosto w ich rozwarte szeroko pyski. Spójrzmy prawdzie w oczy – temperament to ona ma. Może burza spowolni też dostawę wiadomości.
Przestań gadać. Rozpraszasz mnie.
Minutę później Brooks wylądowała gwałtownie na brzegu zatoczki, rzucając mnie na ziemię jak stary melon. Poturlałem się po ubitym białym piasku, omijając o kilka centymetrów ostro zakończony kawał drewna.
Brooks powróciła do ludzkiej postaci. Burza właśnie przesunęła się dalej i niebo zapadło w szarawy spokój. Strzepałem piasek z rąk.
– Ha! Udało nam się! Świetny lot… ale… eee… – ściszyłem głos – niezbyt świetne lądowanie.
– To było znakomite lądowanie. Żyjesz, prawda? – Brooks wykręciła nad ramieniem brązowe włosy z wody. W ciągu ostatnich kilku miesięcy rozjaśniły się trochę – w końcu tyle czasu spędzaliśmy na playa3… – Ciekawe, czybyś sobie lepiej poradził.
Pewnie powinienem teraz wyznać tę nieprzyjemną prawdę, bo musicie to wiedzieć na wypadek, gdyby wam też się to przydarzyło. Kiedy mój ojciec, Hurakan, mnie uznał i kiedy pokonałem boga śmierci dzięki moim niesamowitym ogniowym mocom, coś mi się stało. Nie potrafiłem już kontrolować swojej mocy tak samo, jak tamtego dnia. Mogłem teraz tylko wytwarzać ogniste kule wielkości cytryny, które gasły szybciej, niż oranżada w proszku rozpuszcza się na języku. Jak widać, nikt nie staje się automatycznie niesamowity przez to, że jakiś bóg uzna go publicznie za swoje dziecko.
– Przesyłka się spóźnia. – Brooks tupnęła nogą i rozejrzała się dookoła. – Pedro mówił chyba, że to będzie dokładnie o szóstej trzydzieści dwie?
– A to co? – Pokazałem na niebo. Z gęstej chmury wyłoniło się coś wielkiego, upierzonego i czerwonego. – Może to ten kurier z przesyłką?
Ptak (jeśli można go tak nazwać) miał malutkie skrzydełka, jak kurczak, długie chude łapy, płaską głowę i dziób, który wyglądał raczej jak tłuczek do mięsa. Gdybym stwierdził, że jest brzydki, byłoby to ogromnym niedopowiedzeniem. Ciekawe, jak biedne ptaszysko zostało wmanewrowane w tę robotę.
Brooks zmrużyła oczy.
– Czy on trzyma w szponach kokos?
Ptak zbliżył się do plaży, a potem nagle zatrzymał się w powietrzu i zadygotał. Podążyłem wzrokiem za jego spojrzeniem. Nad plażą unosiła się właśnie chmura czarnej mgły, powoli przybierając formę mojego piekielnego ogara, Rosie. Pewnie niektórych wytrącałoby z równowagi, że nagle ich pies robi się dwa razy większy od lwa, a w dodatku potrafi raptownie wyłonić się z nicości. Kiedy wiele lat temu na pustyni w Nowym Meksyku znalazłem Rosie, mieszańca boksera i dalmatyńczyka, ważyła może ze czternaście kilo – sama skóra i kości. A potem zeszła do świata podziemi i została „zmodyfikowana” przez Ixtab, i teraz jej pysk znajdował się na wysokości moich ramion – czyli wysoko, bo mam prawie metr osiemdziesiąt.
Nic dziwnego, że ptaszysko aż trzęsło się ze strachu. Rosie wpatrywała się w nieszczęśnika, jakby miała ochotę schrupać go na przystawkę przed obiadem. I pewnie tak było.
– Rosie, stój! – rozkazałem.
Nie zwracając na mnie uwagi, warknęła i popędziła w stronę oceanu. Naprawdę trzeba by ją wreszcie zabrać na szkolenie dla psów…
Ptak wytrzeszczył oczy.
– Piii! – zakwilił, zawracając szybko, i rzucił się do ucieczki.
– Ej, czekaj! – wrzasnąłem. – Kokos!
Z jakiegoś powodu Jazz lubił wysyłać wiadomości w jedzeniu. Poprzednio było to gnijące awokado z życzeniami wesołych świąt.
– Piii! Piii!
Ptak był ewidentnie zbyt przerażony, by wrócić.
Brooks westchnęła.
– Wygląda na to, że będziemy musieli sami wziąć sobie ten kokos.
Złapałem ją za ramiona od tyłu, a ona zmieniła się w jastrzębia. Sekundę później wznieśliśmy się w powietrze i popędziliśmy jak strzała w kierunku ptaka, który co chwilę popatrywał za siebie z malującym się w oczach czystym przerażeniem.
Rosie skakała przez fale, wyjąc i wystrzeliwując potoki ognia na sześć metrów w górę.
– STEK! – ryknąłem.
Ta komenda teoretycznie skłaniała ją, by przestała coś robić. Tiaa. Tym razem zachowywała się tak, jakby mnie w ogóle nie słyszała. Spryciara.
Polowanie leży w jej naturze – stwierdziła Brooks.
Ale czy mogłaby jednak n i e polować na ptaka dostawczego?
Chmury zgęstniały, zakrywając czerwień piór posłańca. Widziałem teraz już tylko jego ogon przecinający mrok.
Rosie dotrzymywała mu kroku.
– Ona ci nic nie zrobi! – wrzasnąłem do ptaka dokładnie w chwili, w której pies plunął potokiem ognia tak potężnym, że mógłby mu go pozazdrościć niejeden smok. – Poczekaj, niech no tylko wrócimy do domu! – pogroziłem Rosie.
Brooks jednak też była szybka i zaczynaliśmy doganiać kuriera. Dziesięć metrów.
Sześć.
Pięć.
A potem nagle coś się zmieniło. Zamrugałem, upewniając się, że dobrze widzę. Wysoko nad nami w szarym horyzoncie pojawiła się długa, postrzępiona szpara, zupełnie jak w Starym Świecie, kiedy myślałem, że zaraz rozerwie się niebo.
Kiedy zrozumiałem, że szpara naprawdę tam jest, było już za późno. Ptak prześliznął się przez nią i znikł.
Kokos runął do morza.
A Brooks uderzyła o niewidzialną ścianę.


Komentarze

  • Artykuły
  • Wywiady
  • Inne

Urodzinowa impreza Gutek Film w barStudio!

25-lecie Gutek Film w barStudio już 7 grudnia. Za konsoletą Roman Gutek... »

Boskie Targi Bożonarodzeniowe

Zapraszamy na kolejne, 29. Targi Bożonarodzeniowe do Państwowego Muzeum... »

Dni Nagrody Lux

29 listopada – 1 grudnia zapraszamy miłośników kina na bezpłatne po... »

Nasze     Patronaty

Na obcej ziemi
Mieszanka stylów, perspektyw, nacji i religii, tworzący skomplikowany obraz ludzkich losów.

Biega
    na blogach

McClellan Brian ? Jesienna Republika. Trylogia magów prochowych t.3
Trzeci i ostatni tom trylogii Magów prochowych doczekał się wreszcie swojej kolejki do czytania.  Po lekturze tomu drugiego zastanawiałam się, czy autor zdoła mnie
Królestwo Książek
Darmowe książki dla Blogerek! (i Blogerów)
Cześć! Wiem, że może to zabrzmieć jak kiczowata reklama, ale akcja z pewnością taka nie jest.Dzielę się wiadomością ze wszystkimi Blogerkami
Kobietnik
"Taki kot pomaluje każdy płot" - zwierzęcy bohaterowie podbijają nasze serca!:)
Sympatyczny zwierzak na okładce nie tylko fizjonomię ma uroczą - jest też istotką o złotym sercu, niezwykle empatyczną, pomysłową, działającą
Książkowa mania
BOOK TOUR: "Co mnie zmieniło na zawsze" - Amber Smith
Cześć, dziś kolejna książka, przeczytana w ramach Book Tour. Organizatorką jest autorka bloga "Wyznania uzależnionej od..książek"     Eden j
Mercy In Your eyes
Doodle Fusion: Planeta Bazgrołów
Stres to niestety nieodłączny element naszego życia. Towarzyszy nam niemal każdego dnia czy to w pracy, szkole, czy w domu. Można sobie z nim radzić na wiele ró
Elle Kennedy: Podbój
Autor: Elle KennedyTytuł: PodbójSeria: Off-Campus #3Stron: 448Wydawca: Zysk i S-kaBeztroska swoboda studencka powoli dobiega końca. Bohaterowie serii Off-Campus stopniowo docieraj
Zwiedzam wszechświat
Zapowiedzi marcowe [2017]
Luty minął jak z bicza strzelił, przyszła pora na marcowe zapowiedzi wydawnicze.Również i tym razem nie powala ilość nowości, które mnie w jaki
Redaktor na tropie
Mariusz Czubaj ?Martwe popołudnie?
Myślcie, a będzie Wam dane Żyjemy w czasach świętej trójcy. Ta trójca to media, biznes i polityka. Zacznę od sprostowania. I czepiania się. Choć
Kobietnik
"Tajemnicze kolorowanki" - kolorowanie i "wartości dodane";)
Pani naszej pierwszoklasistki stara się urozmaicać lekcje na wszelkie sposoby - wiadomo, że niesztampowe zadania przykuwają uwagę, wciągają, intrygują. Gdy zada
Angus Watson "Czas żelaza"
Zazwyczaj dzielę książki na trzy kategorie. Pierwszą stanowią dzieła, które przywracają czytelnikom wiarę w istnienie dobrej literatury. W szeregi drugie
Redaktor na tropie
Marcin Ciszewski ?Wiatr?
Nasza zima zła To miał być sylwester inny niż wszystkie, spędzony w surowych warunkach w schronisku na Kasprowym Wierchu, będącym mekką wszystkich szanują
Fascynacja książką
"Piąta pora roku" Nora K. Jemisin
Kiedy "Piąta pora roku" trafiła w moje ręce, od razu miałam ochotę ją przeczytać. W zależności od nastroju lubię sięgać po różne
Nałogowy Książkoholik
FELIETON: Wcale nas nie znacie!
źródłoPrzeglądając różnego rodzaju strony internetowe i czytając komentarze co poniektórych osób i nie ukrywajmy, że chodzi mi tu gł
Kobietnik
"Taki kot pomaluje każdy płot" - zwierzęcy bohaterowie podbijają nasze serca!:)
Sympatyczny zwierzak na okładce nie tylko fizjonomię ma uroczą - jest też istotką o złotym sercu, niezwykle empatyczną, pomysłową, działającą
Po drugiej stronie... książki
"Harry Potter i Kamień Filozoficzny", wersja ilustrowana
Dziś recenzja trochę nietypowa, bo zdjęciowa. Jestem pewna, że wielu z Was, tak jak i ja z niecierpliwością wyczekiwało tej daty: 21//22 października, premiera
Zwiedzam wszechświat
"Mnich"
Autor: Matthew Gregory LewisTytuł: "Mnich"Wydawnictwo: Vesper, 2016Ilość stron: 457Okładka: miękka ze skrzydełkamiW II połowie XVIII wieku ludzką wyobraźni
Przedpremierowo: Co mnie zmieniło na zawsze [patronat]
Agresja. Brutalność. Przemoc na tle seksualnym.  GWAŁT. Niewiele jest książek młodzieżowych, które  podejmowałyby się próby przedst
Fascynacja książką
"Brama piekieł" Bill Schutt, J.R. Finch
Rozpoczął się listopad. Miesiąc raczej smutny, szary, ponury. Mniej więcej taką atmosferę daje się wyczuć podczas lektury "Bramy piekieł", chociaż
Kobietnik
"Królestwo Liter" - takie pisanie jest miłe niesłychanie:)
O dziwo Starsza jest najpilniejszą uczennicą, mimo że jeszcze w przedszkolu deklarowała ze łzami w oczach: "Ja nie chcę do sioły, nigdy nie pójdę do sio&
Zostań najbogatszym Ojcem Chrzestnym - recenzja gry Kasa i Spluwy
Gry imprezowe goszczą u nas często. Bardzo cenimy sobie tytuły w których może zasiąść więcej niż  osób, gdyż mamy wielu znajomych l
facebook