Czy możesz wyobrazić sobie ten zew, pieśń tak słodką, że porusza wszystkie Twoje zmysły? A w niej skryte niezadane pytanie, prośba. Stajesz się bezwolnym uczestnikiem kolejnych wydarzeń, niewolnikiem czegoś, co wykracza poza ludzkie pojmowanie. Siły, której jednocześnie śmiertelnie się boisz i łakniesz jak niczego wcześniej…
Ambrose Dewart jest jedynym dziedzicem pięknej, acz mocno zaniedbanej posiadłości skrytej w lasach Massachusetts. Podejmuje więc decyzję, by przybyć na miejsce i w miarę możliwości postarać się przywrócić budynkowi dawną świetność. A i być może w przyszłości osiedlić się w niej na stałe… kto wie. Mężczyzna co prawda spotkał się z dziwnymi reakcjami miejscowych na wieść o nowym sąsiedzie, ale nic sobie z tego nie robił. Ot, zabobony. Do czasu. A konkretnie do chwili, w której w jego ręce trafił dokument, zawierający przestrogę od jego dziadka dla potomnych: „Nie zapraszaj tego, który czai się na progu”. Ambrose rusza tropem przeszłości swej rodziny, a prawda, jaką odkryje, zniszczy wszystko to, w co dotychczas wierzył.
Nie bez powodu H. P. Lovecraft’a określa się mianem „ojca horroru”, który wytyczył ścieżki następnym pokoleniom autorów owego gatunku. W jego twórczości jest coś, czego nie da się podrobić. Gdybym – sięgając po „Czyhającego w progu” – nie wiedziała, kto jest autorem, to i tak poznałabym go po stylu. I po pomyśle na fabułę, oczywiście. Fakt faktem, nie należę do najbardziej zagorzałych fanów autora, niemniej jednak czas od czasu sięgam po jego twórczość, by nieco ją sobie przypomnieć. Odnajduję w niej przede wszystkim odskocznię od standardowych historii.
Ten, kogo nie skusiłby wypełniony ostrzeżeniami, tajemniczy dokument od przodka, niech podniesie rękę. Tak, wiem – większość filmów czy książek grozy zaczyna się podobnie, a my (odbiorcy) uderzamy się w czoło na wieść, że bohater postanawia wygrzebać to, co głęboko ukryte przed niepowołanymi oczami. Znane są w końcu przypadki (fikcyjne, oczywiście), gdy ciekawość zaprowadziła delikwenta niemalże do samego Piekła. Z drugiej strony pewnie niewielu z nas przeciwstawiłoby się pokusie zabawienia się przez jakiś czas w paranormalnego detektywa. Tak też jest w przypadku naszego głównego bohatera, Ambrose’a Dewart’a.
Zastanawiałam się, czy historia zapisana na zaledwie stu osiemdziesięciu ośmiu stronach jest w stanie się rozwinąć, wykorzystując cały swój potencjał. I przede wszystkim, czy będę w stanie się w nią wczuć. Obawy były bezpodstawne, gdyż autorzy od razu wciągają czytelnika w wykreowany przez siebie świat. Naprawdę żałuję, że nie mogłam czytać „Czyhającego…” w jakiś burzowy wieczór – to dodałoby całości niesamowitego smaku. Mimo tego i tak byłam zaskoczona, jak bardzo udzielił mi się nastrój tej pozycji. Miałam wręcz wrażenie, że tam nigdy nie świeci słońce, a bohaterowie otoczeni są gęstą mgłą; aura nadnaturalnego bytu unosiła się nad posiadłością, sprawiając, że ani ja, ani tym bardziej Ambrose nie czuliśmy się bezpiecznie.
Do tego dochodzi oczywiście wizja poczwar, kryjących się tuż pod powierzchnią ludzkiej codzienności… i tego, jak będzie wyglądał znany nam świat, gdy przekroczą granicę. Mogłam wykorzystać jedynie swoją wyobraźnię, by wykreować w głowie sylwetki pradawnych kreatur; dzięki plastycznym opisom nie było to takie trudne, jak mogłoby się to początkowo wydawać. Tym bardziej współczułam bohaterom, którzy mieli tę nieprzyjemność, by stanąć z pradawnymi twarzą w twarz. I wiecie, to chyba właśnie obecność pradawnych bożków i ich demonicznych podwładnych w twórczości Lovecrafta sprawia, że jego nazwisko prawie nikomu nie jest obce. To jest też coś, co przyciągnęło i mnie – fakt, że w jego książkach natknę się na coś, z czym nie spotykam się w innych. Może to kwestia oryginalności, może tego, po jakie lektury sięgam – nie wiem. Niemniej jednak nazwisko Lovecraft stanowi dla mnie swego rodzaju literacki pewnik, że przeczytam coś, co zostanie ze mną na długo.
Fanów grozy wszelakiej, jak również tych czytelników, którzy rozsmakowali się w twórczości H. P. Lovecrafta, nie muszę zapewne namawiać do sięgnięcia po „Czyhającego w progu”. Osoby, które jeszcze nie miały odpowiedniego nastroju do sięgnięcia po książki autora – nie wiecie, jaka historia przechodzi Wam koło nosa.
Nigdy nie odpowiadaj na pukanie zza drzwi, zapieczętowanych i ukrytych przed ludzkim okiem. To Zło, które sięga po Twą duszę.
Katarzyna Pinkowicz
Autor: H.P. Lovecraft, August Derleth
Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Tytuł: Czyhający w progu
Tytuł oryginalny: The Lurker at the Threshold
Wydawnictwo: Zysk i S- ka
Wydanie: 2
Data wydania: 2025-05-06
Kategoria: horror
ISBN: 9788383355061
Liczba stron: 188