Stres jest jedną z najpopularniejszych chorób współczesnych czasów, na którą cierpi bardzo wiele osób. Stresorem jednak nie muszą być jedynie nieprzyjemne sytuacje jak np. konflikt z drugą osobą, lecz również te uznawane za pozytywne, m.in. wyjście na miasto. Nasz organizm wysyła nam sygnały ostrzegawcze, informując o potencjalnych „zagrożeniach”, tym samym przygotowując na nie nasze ciało. W pewnym momencie możemy sobie jednak zdać sprawę z tego, że stresują nas nawet najbardziej błahe okoliczności, a część z naszych negatywnych wizji nawet nie dochodzi do skutku. Czy jesteśmy skazani na życie w nieustannym lęku przed nadchodzącym dniem? Czy nasze traumy już do końca życia będą wpływać na nasze decyzje? Nie. Są na to sposoby. I kilka z nich możecie poznać podczas lektury „Resetu nerwu X”.
Doszłam do momentu w swoim życiu, gdy po ciężkich dla mnie wydarzeniach odsunęłam się od wszystkiego, co sprawiało, że czułam się zestresowana. Odcięcie jednak nie do końca pomagało, z drugiej strony nie od wszystkiego, co wywoływało napięcie w moim organizmie, mogłam odejść. Stworzyłam swoją własną strefę komfortu, gdzie czułam się w miarę bezpiecznie, ale do czasu – później bowiem miałam wrażenie, że jej granice wciąż się zmniejszają. Gdybym nadal w niej tkwiła, wkrótce ograniczyłabym się jedynie do wychodzenia do pracy. Stresowali mnie ludzie, wyjścia do zatłoczonych miejsc publicznych, słowem – niemal wszystko to, z czym każdy człowiek ma do czynienia na co dzień. I z czego czerpie w mniejszym lub większym stopniu radość. Z własnego doświadczenia więc mogę powiedzieć, że życie z nieustannym lękiem przed czymś jest bardzo ciężkie. I tylko my sami możemy sobie pomóc, decydując się na sięgnięcie po pomoc. Nie od razu musi to być terapia. Pierwszym, małym krokiem może być również samopomoc, czyli poszukiwanie rozwiązań np. w literaturze. Oczywiście każdy z nas jest inny i to, co może pomóc jednemu, na drugiego już nie zadziała. No ale zawsze jest to jakiś początek walki o siebie.
Ja wciąż poszukuję podpowiedzi, jak sprawić, by mój organizm przestał szaleć ze stresu w najmniej oczekiwanych momentach (i często z bardzo błahych powodów). Z tego też powodu postanowiłam sięgnąć po pozycję od pani Ferguson. I tu od razu zaznaczę, że nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką poradników wszelkiego rodzaju – raczej szukam w nich inspiracji, zaciekawiona historiami innych ludzi.
Autorka wie, czym jest życie z traumą. Jak sama wspomina, w bardzo młodym wieku uczestniczyła w poważnym wypadku, który w dużym stopniu wpłynął na jej kolejne lata życia. Zarówno to wydarzenie, jak i jej późniejsza walka z jego konsekwencjami sprawiło, że postanowiła pomóc ludziom, którzy przechodzą przez to, co ona. Widać to w każdym zdaniu, zawartym w tej pozycji.
Ferguson wprowadza nas w temat, dokładnie opisując, czym jest ów tajemniczy nerw X, jak również przybliżając czytelnikowi działanie układu nerwowego jako takiego. Książka została podzielona na rozdziały, a w każdym z nich możemy znaleźć wiele wartościowych informacji, a do tego ćwiczeń, które mają za zadanie pomóc nam w odnalezieniu drogi do źródła problemu. Największym atutem tej pozycji jest to, że została napisana językiem przystępnym, zrozumiałym nawet dla tych, którzy na co dzień nie pracują z tego rodzaju zagadnieniami. Treść jest łatwa do przyswojenia, a ćwiczenia mogą mieć duży wpływ na opanowanie niektórych reakcji.
Dobrze, że powstaje coraz więcej pozycji omawiających kwestię traumy, lęku czy stresu. Co prawda raczej nie zastąpią w pełni profesjonalnej pomocy, lecz mogą stać się wsparciem doraźnym, wspomnianym już pierwszym krokiem na drodze do uleczenia. „Reset nerwu X” odebrałam bardzo pozytywnie – w tej pozycji czuć troskę autorki o czytelnika, a jej historia dowodzi, że z pewnymi rzeczami można wygrać. Zdecydowanie polecam nie tylko osobom borykającym się z problemami, lecz również tym, którzy po prostu są zainteresowani ową tematyką. Na pewno znajdziecie tu coś dla siebie.
Katarzyna Pinkowicz






