Powieść Emi Yagi zdobyła japońską nagrodę Osamu Dazai Award za najlepszy debiut fabularny. I nie dziwi mnie to, bo jest to świetna propozycja czytelnicza.
Narratorką i główną bohaterką książki jest Shibata, trzydziestoletnia pracownica biurowa w firmie zajmującej się papierowymi tulejami. Shibata mieszka sama. Jej życie jest zdominowane przez wymagającą pracę i oczekiwania, jakie ma wobec niej, jako jedynej kobiety w swoim dziale, pozostały personel. Shibata jest skazana na trywialne, ale wyczerpujące codzienne zadania, takie jak parzenie kawy, sprzątanie po spotkaniach, odbieranie telefonów, podczas gdy mężczyźni wokół niej korzystają z jej umiejętności braku asertywności. Bynajmniej nie ma ona mniej obowiązków od nich, ale nikt inny nie poczuwa się, by np. roznieść pocztę czy słodki poczęstunek wszsytkim. To jakby zarezerwowane dla kobiet.
Emi Yagi wiedziała dokładnie, jak czuje się Shibata, gdyż sama pisała „Dziennik pustki” w zrywach pod koniec 12-godzinnych dni pracy w swojej własnej firmie.
Shibata jest pełna żalu i coraz bardziej zła. Ma dość bycia traktowania jej dodatkowej pracy jako coś oczywistego i pewnego dnia decyduje się na niezwykłą metodę przejęcia kontroli. Mówi wszystkim, że jest w ciąży. Nagle jej ciężar zostaje z niej zdjęty, staje się wyjątkowa, zwolniona z podrzędnej pracy biurowej. Może wychodzić na czas. Jest zachęcana do inwestowania we własne zdrowie i dobre samopoczucie. Co jednak będzie, jak brzuch powinien być widoczny, a nie będzie?
Opowieść Emi Yagi jest z jednej strony prosta i przejrzysta, ale zawiera sporo niepokojących i wręcz surrealistycznych obrazów. Jej historia powoli rozwija się w fascynującą eksplorację miejskiej alienacji i samotności, a także absurdalnie drenujących zasoby energii środowisk pracy. Oferuje poruszającą perspektywę na temat płci i japońskiego społeczeństwa oraz możliwości samorealizacji.
Doświadczenia Shibaty są przedstawione w formie tygodniowego pamiętnika, który kształtują informacje dostarczane przez aplikację, która opisuje każdy etap jej domniemanej ciąży. Pomimo absurdalnego założenia fabuła jest przedstawiona w spójny sposób.
Skąd jednak taki dziwny tytuł? Przede wszystkim nawiązuje do dwóch rzeczy: aplikacji dla kobiet w ciąży, w której Shibata może też wpisywać swoje odczucia podczas ciąży oraz imienia, jakie wybrała dla swojego dziecka.
Nieco rozczarowało mnie zakończenie, a właściwie moment wizyty u ginekologa. Chyba mój poziom akceptacji fantazji jest jednak niższy. Mimo to polecam każdemu, kto nadal twierdzi, że kobiety i mężczyźni traktowani są zawsze tak samo w pracy.
Monika Kilijańska






