Jacek Piekara to postać, którą każdy fan fantastyki z pewnością kojarzy. Autor niezliczonych opowiadań oraz literacki ojciec Mordimera Madderdina – inkwizytora, który jest swoistą ikoną i marką naszej literatury fantastycznej zaraz obok Wiedźmina czy Wędrowycza. Ostatnimi czasy jednak nazwisko autora przewijało się w mediach nie tyle za sprawą nowego dzieła w uniwersum wspomnianego inkwizytora, ile głośnego transferu z Fabryki Słów do wydawnictwa Zysk i S-ka. Nowym dziełem Piekary pod szyldem nowego pracodawcy jest „Miasto Słowa Bożego” – autonomiczna powieść kanonu o Madderdinie, niemniej niezwiązana ściśle z główną ścieżką fabularną. Osobiście czuje, że po kilku ostatnich książkach autora moje morale co do dalszej twórczości pisarza zdecydowanie zmalały, głównie za sprawą monotonnego i powoli nużącego już odcinania kuponów od marki, którą udało mu się stworzyć dobrych kilkanaście lat temu. Czy „Miasto Słowa Bożego” zmieniło moje dotychczasowe spostrzeżenia?
Niestety nie. Książka pojawiła się na księgarskich półkach w odmienionej, innej niż dotąd szacie graficznej – co jest oczywiście zrozumiałe, ale też mocno nadwyręża zaufanie fanów. Jeśli ktoś miał w swoim zbiorze poprzednie dzieła, to nowe powieści o Mordimerze nijak nie wpasowują się wizualnie ani gabarytowo w serię. Brakuje też ilustracji – jest to element, który bardzo sobie ceniłem w książkach Fabryki Słów a którego niestety w nowej powieści zabrakło. Abstrahując jednak od odczuć czysto wizualnych, to w mojej ocenie książka jest zwyczajnie nużąca. Przemyślenia głównego bohatera, jego dociekliwa osobowość oraz kulturalne, inteligentne i przede wszystkim racjonalne podejście do otaczającego świata było niezwykłym atutem bohatera, czymś, przez co jego przygody czytało się z niemałą satysfakcją. Aktualnie mam jednak Mordimera zwyczajnie dość; cechy bohatera zostały na tyle uwypuklone, że fabuła, która mogłaby praktycznie zamknąć się w jakimś dłuższym opowiadaniu, a jest rozciągnięta do maksimum, gdyż nasz inkwizytor potrafi przez 80 stron leżeć w łóżku z trzema kobietami, które zachwycają się nad jego umiejętnościami sztuki miłości i raczyć się wszelakimi wówczas dostępnymi trunkami.
A gdy już o płci pięknej mowa – kobiety u Piekary zaczęły być przedmiotowe. Przewijają się jedynie jako dodatek do uciech cielesnych, są ukazane w sposób bardzo schematyczny, bez większej roli w społeczeństwie. Może i faktycznie uniwersum, które autor nam przedstawia, ma ścisłe powiązanie z późnym średniowieczem, gdzie rola kobiet owszem – była dość ubezwłasnowolniona, no ale bez przesady! Ileż można się gzić w łóżku i popijać wino, rozmyślając nad sensem istnienia.
Jak już wspomniałem, fabuła książki mogłaby być ciekawa, ta historia ma swój potencjał, ale nie jest odpowiednio w mojej ocenie nakreślona. Jako opowiadanie – owszem, mogłoby przykuć uwagę i zyskać uznanie wśród fanów. Może warto pomyśleć o zbiorze opowiadań właśnie, pomysłów Piekarze z pewnością nie brakuje, a myślę, że cykl Inkwizytorski więcej zyskałby właśnie na takim dziele, niż kolejnej pełnowymiarowej powieści, która jest do granic rozwleczona. Ja szczerze mówiąc, nie wiem, czy zamierzam dorwać kolejną powieść z cyklu. Czekam z niecierpliwością na tom kończący główny wątek Inkwizytora, czy chociażby „Rzeźnika z Nazaretu” (tytuł roboczy), który miałby przedstawić, gdzie ów uniwersum miało swoje źródło. Na razie czuje niedosyt i niezadowolenie. „Miasto Słowa Bożego” to powieść bardzo przeciętna, miejscami nużąca, nieprzekonująca debiutującego w świecie Piekary czytelnika do sięgnięcia po główny kanon (jeśli w ogóle ktoś, jaki istnieje :)).
Marek Szwajnoch
Autor: Jacek Piekara
Tytuł: Miasto Słowa Bożego
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie: 1
Data wydania: 2024-10-01
Kategoria: fantastyka
ISBN: 9788383352480
Liczba stron: 560






