Lato zawsze przywodzi na myśl same dobre skojarzenia – od wysokich temperatur i dłuższego dnia, aż po wakacyjną sielankę oraz wolność od większości obowiązków. Przynajmniej jeżeli chodzi o młodzież. Dla rodziców Sary Maj lipiec już zawsze będzie kojarzył się z tragedią, jaka dotknęła ich rodzinę: ich nastoletnia córka nie wróciła po imprezie do domu. Mimo że klub, w którym imprezowała ze swoimi przyjaciółmi, znajdował się w gwarnej części miasta, to nikt nie widział wracającej na piechotę do domu dziewczyny. Zero świadków, zero śladów. Tak, jakby Sara nigdy nie istniała. I dla niektórych byłaby to na pewno najlepsza opcja.
Sierżant Gaik jest jednym z niewielu osób (prócz rodziców zaginionej Sary), który zdaje się w stu procentach zaangażowany w śledztwo. Dla mężczyzny to nie tylko służbowy obowiązek, lecz poniekąd swoista sprawa honoru, próba zatarcia złego wrażenia po wcześniejszych, niepomyślnie zakończonych śledztwach. Mimo dużej zawziętości nawet on ma problem, by uzyskać jakiekolwiek zeznania, mogące ruszyć sprawę do przodu. Nawet on nie wierzy w to, że nastolatka mogłaby tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu.
Co wydarzyło się tej lipcowej nocy? Czy nastolatka uciekła, chcąc rozpocząć nowe życie z dala od obecnych kłopotów? A może dla kogoś stanowiła taki problem, którego rozwiązaniem było wyłącznie jej odejście?
Pisałam to już wiele razy przy okazji recenzowania książek, w których wątkiem głównym było zaginięcie i zapewne napiszę to jeszcze nie raz – ogromnie współczuję rodzinom, bliskim. Nie ma nic gorszego niż niewiedza; wciąż wierzysz, że ukochana osoba stanie w drzwiach jak gdyby nigdy nic. I tak czekasz rok, dwa lata, dziesięć. Czasem sprawa ma swój finał, mniej lub bardziej szczęśliwy. Czasem członkowie rodziny umierają, nie poznawszy prawdy o zaginionym bliskim. Wiecie, czytam/oglądam sporo książek/filmów grozy, a jednak moim zdaniem najbardziej przerażającym horrorem jest niewiedza o losie zaginionych. Nawet sobie nie wyobrażam, co muszą czuć rodziny.
Aneta Kisielewska wiedziała, po jaki temat sięgnąć, by zachęcić do lektury „Zaginionej”. Chyba minie sporo czasu, nim będziemy odczuwać przesyt kwestią zaginięć, jest to bowiem coś, co może się wydarzyć w życiu każdego z nas. Szczególnie że rok w rok wszelkimi kanałami nagłaśniane są kolejne zaginięcia. Czasem mam wrażenie, że ich liczba nie spada; i niestety tylko część z nich ma jakikolwiek finał – odnaleziony/odnaleziona żywy/żywa lub martwy/martwa. Wracając jednak do fabuły, muszę z przykrością stwierdzić, że pomysł na nią jest jedyną sensowną rzeczą w tej pozycji.
Zacznijmy od bohaterów: o ile sierżant Gaik dał się jeszcze jakoś w miarę wpasowywać do tej historii, o tyle reszta… cóż. Sara Maj, którą poznajemy nieco lepiej dzięki temu, że Autorka podarowała nam rozdziały opisujące jej życie sprzed zaginięcia, to osoba infantylna, roszczeniowa i kilkakrotnie miałam wrażenie, że nie do końca normalna. Słowem – nie da się jej lubić, wręcz przypomina drama queen występujące w różnego rodzaju polskich paradokumentach, np. „Trudnych sprawach”. Rodzice panny Maj, których działania przynoszą więcej szkody niż pożytku. Ja rozumiem, że człowiek przywalony taką tragedią sam nie wie, co robi, ale nawet nastolatkowie wiedzą, czego się nie robi, by nie przeszkadzać w śledztwie. A oni nie, bo przecież wiedzą lepiej. Przyjaciele? Osobiście bym ich tak nawet nie nazwała, a z drugiej strony jestem zdziwiona, że ktoś mógł tak długo wytrzymać z Sarą. Jednak numerem jeden w tym zestawieniu bezapelacyjnie zostaje… były chłopak dziewczyny. Aż ciężko ugryźć się w język, by nie zdradzić Wam zbyt wiele. Ogólny zarys jest taki, że łączyła ich ogromna miłość (byli przykładem dla wielu swoich znajomych), po jakimś czasie związek z nieznanych powodów się rozpadł. Ona cierpiała ogromnie, on zdawał się powoli dochodzić do siebie. Ostatecznie ona przemieniła się w stalkerkę nagabującą go w każdy możliwy sposób, z kolei on uważał się za nie wiadomo co. I szczerze powiedziawszy, gdy poznałam powód ich rozstania, to musiałam książkę odłożyć, żeby złapać oddech. Zdecydowanie tego się nie spodziewałam.
Recenzja może być zdaniem jednych nieco chaotyczna, jednak mimo upływu czasu po lekturze „Zaginionej” wciąż ciężko mi ją „przetrawić”. Z jednej strony mamy poważny temat, z drugiej… całą resztę, czyli m.in. sztuczne dialogi czy dziwne zachowania bohaterów, trochę jak z książek dla nastolatków. A podłożem tego wszystkiego jest jeden fakt z życia pewnej rodziny, tak niewiarygodny, że aż nie można przejść obok niego obojętnie. Więcej nie zdradzę.
Jak dla mnie „Zaginiona” to niestety jedna z najsłabszych książek tego roku. Plus za pomysł na fabułę, acz cała reszta do poprawy, począwszy od bohaterów, gdyż oni najbardziej „gryzą w oczy”.
Katarzyna Pinkowicz
Autor: Aneta Kisielewska
Tytuł: Zaginiona
Wydawnictwo: Zysk i S -ka
Wydanie: 1
Data wydania: 2025-05-13
Kategoria: thriller, sensacja, kryminał
ISBN: 9788383355320
Liczba stron: 296