„Współrzędne tęsknoty” to nagradzana debiutancka powieść dziennikarki z Mumbaju, Shubhangi Swarup. Liryczna proza i rozległe krajobrazy Azji Południowo-Wschodniej w połączeniu z zainteresowaniem naukowym sprawiają, że ta lektura jest absolutnie przełomowym doświadczeniem. Monsuny, cyklony, trzęsienia ziemi, tsunami, powodzie i rozważania o aktywności wulkanicznej i dryfie kontynentów stanowią żywe tło dla tej wielopokoleniowej sagi. Główny bohater kolejnej historii jest krótko przedstawiony w bieżącej historii, zanim obejmie prowadzenie w kolejnym etapie podróży.
Bohaterowie są różni, a jednak coś ich ze sobą zawsze łączy. Uczony i jego prorocza żona, duchy wszystkich narodowości, więzień polityczny i jego wiejska matka, przemytnik, para starzejących się dziadków, gekon uwięziony w bursztynie, tancerka, badaczka, żółw. Wraz z nimi przenosimy się na Wyspy Andamańskie, do Mjanmy, Nepalu, Antarktydy, a nawet w głębiny oceanu. Fabuła tej powieści to sposób, w jaki te elementy się łączą. Swarup dzieli powieść na sekcje, z których każda przedstawia garstkę postaci, badając ich przeszłość, teraźniejszość i relacje międzyludzkie w niesamowitych szczegółach.
Pierwsza część opowiada historię miłosną wykształconego w Wielkiej Brytanii uczonego z Indii, mieszkającego ze swoją żoną, szamanką, na Wyspach Andamańskich w czasie II wojny światowej. Ich historia miłosna to powolny, satysfakcjonujący płomień, który przyćmiewa wszystkie inne związki w powieści. Czuć tu wpływ brytyjskiej zachowawczości i hinduskiego ducha.
Druga część książki rozgrywa się w 1975 roku w Birmie i przedstawia historię Rose Mary, jej męża-agresora i syna, którego była zmuszona oddać jako niemowlę. Dwadzieścia trzy lata później jej syn, samozwańczy Platon, trafia do więzienia za bycie komunistycznym rewolucjonistą. Platon prosi swojego przyjaciela z kawiarni, Thapę, aby zabrał jego matkę z Andamanów, aby mogli się spotkać i pomóc mu wydostać się z więzienia. Tą matką jest służąca wcześniej poznanego w książce małżeństwa.
W kolejnej historii poznamy Thapę. Podczas jednej ze swoich podróży przemytniczych Thapa poznaje Apo, patriarchę wioski w regionie Drakpo w południowo-wschodnim Tybecie. O Apie będzie opowiadała ostatnia historia. Kończąc swoją podróż odkrywczą, Girija Prasad z Wysp ukazuje się jako duch swojemu wnukowi, Ranie. Rozmawiają o muszli, którą Rana wciąż przechowuje po swojej matce, córce Giriji, która została wysłana na stały ląd, aby się uczyć. Girija ukazuje się również Apo, zamykając pętlę między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Powieść ma niewiele momentów lekkości i może trwać wiele stron bez dialogu. Dialogi są często filozoficznymi rozważaniami na temat ruchów świata. Postacie czasami się śmieją, ale my rzadko czujemy śmiech. Chwile szczęścia są nieliczne i ulotne, a nastroje postaci nieustannie się zmieniają, jak sama planeta.
Książkę czyta się czasami jak zbiór luźno powiązanych historii, a innym razem jak rozległy mit, nigdy nieukrywający przed nami skutków, jakie czas i odległość mogą mieć. Proza Swarup jest zarówno główną atrakcją powieści, jak i tym, co może stanowić odbicie. Musiałam się przyzwyczaić do jej oryginalności.
Pomiędzy głównymi segmentami opowieści pojawiają się wzmianki baśni ludowych, retrospekcje z dzieciństwa i zmieniające się wzorce pogodowe, które albo uspokajają, albo wytrącają z równowagi bohaterów — ludzi i planetę. Podczas wszystkich dalekich przygód planeta wznosi się, zrzuca i przekształca w coś nowego, gdzie góry upadają, wyspy się wznoszą, a kontynenty powoli zderzają się ze sobą. Te zbiorowe historie pogłębiają zrozumienie wiecznego pragnienia, którego doświadczają ludzie, ich duchy i planeta. Ludzie tęsknią za miłością, jedzeniem i wolnością. Duchy tęsknią za tym, by znów umrzeć lub znów żyć, a planeta tęskni za wieczną zmianą na wielu szerokościach geograficznych. Każdy tęskni za kimś lub czymś. Każdy ma swoje współrzędne tęsknoty.
Monika Kilijańska






