Chyba każdy człowiek ma w sobie taką ciekawość świata, tego, skąd jesteśmy, jak wyglądały te meandry ewolucji. Człowiek jest nieco zadufany w sobie i uważa tę krótką chwilę w dziejach Ziemi za pępek świata. A jednak chętnie sięgam po książki, które potrafią uchylić tajemnicę mojego pochodzenia. To niesamowite jak tak pomyśleć, że dawno, dawno temu byliśmy jednym plemieniem, gdzieś w Afryce. Wszyscy mamy jedną matkę, a przecież życie jest ciągiem przypadków, gdyby nie przypadkowe mutacje genów, ewolucyjne przypadki. Kto wie, jakby to wyglądało. Chociaż my Europejczycy wolimy pomijać kwestię naszej afrykańskiej proweniencji, czy mamy powody, by wstydzić się pochodzenia?
Skandynawska pisarka, szefowa działu naukowego popularnego periodyku, powodowana ciekawością o własne korzenie zaprasza nas w podróż po historii Europy. Wszyscy pochodzimy od jednej pramatki, a genetyka przychodzi nam w sukurs i pozwala odkryć korzenie. Książka jest wynikiem solidnej kwerendy, ogromnej pracy i wielu podróży. Specyficzna książka, która rzuca więcej światła na losy Europejczyka, Analizowane mamy różne prace badawcze, które przytoczone są w naprawdę przystępnej formie. Nic tylko czytać!
Takie książki jak ta pokazują mi, jak mało rzeczy tak naprawdę wiem o świecie. Autorka wychodzi od swojej rodziny, bada DNA i wyjaśnia historię wędrówek, dróg bez powrotu. Podpiera się solidnymi badaniami, ale nie interpretuje ich arogancko i dogmatem nieomylności, a tłumaczy, dlaczego doszła do takich, a nie innych wniosków.
Jeśli mam być szczera na tę książkę warto przeznaczyć więcej czasu, czyta się ją powoli, trzeba zachować skupienie i analityczny umysł, by móc panować nad informacjami, które podaje autorka.
Mnie kwestie związane z DNA bardzo frapują, to szalenie ciekawe jak z kawałeczka tkanki można odczytać taki ogrom informacji, łącznie z tym, skąd się wywodzę, skąd przywędrowali moi przodkowie. Skoro badanie tkanek może dostarczyć informacji, że gdzieś pochowano ofiary dżumy ze starożytności, to z ekscytacją myślę, o czym jeszcze możemy się dowiedzieć.
Ta książka będzie wymarzona dla tych, którzy lubią naukę, którzy prócz fikcji literackiej lubią czasami poznawać fakty. Nie poleciłabym jej jednak każdemu, kto deklaruje, że kocha historię. Taka prehistoria jest już bardzo specyficznym działem i zanim uznamy, że skoro on lubi czytać o II wojnie światowej, to może i to polubi, radziłabym sprawdzić, czy nie ma awersji do antropologii, archeologii, połączonej z pracą na genach. Bo to jest dobra książka, ale trzeba mieć do niej natchnienie.
Katarzyna Mastalerczyk