Są takie filmy, do których obejrzenia starannie się
przygotowuje. Oglądam zwiastun, czytam opisy, wyszukuję inspiracji reżysera. To
zazwyczaj kino wymagające skupienie i pewnych kulturowych kompetencji. A
przynajmniej na takie się zapowiadające. Tak też było – i być musiało – w przypadku
\”Dni i nocy\” w reżyserii Christiana Camargo. Filmu, który ostatecznie okazał
się mikserem dla moich szarych komórek.
Z okazji święta Memorial Day, Elizabeth (Allison Janney) –
gwiazda filmowa, która czasy świetności ma już za sobą – wraz z kochankiem (Christian
Camargo) przyjeżdżają do rodzinnej posiadłości nad jeziorem. Obecni na tym
spotkaniu są również: chory brat Elizabeth (William Hurt), jego syn o artystycznym
zacięciu (Ben Whishaw) i synowska muza (Juliet Rylance), rodzinny lekarz (Jean
Reno), opiekun posiadłości (Russell Means), dozorca (Michael Nyqvist) z żoną
(Cherry Jones) i córką (Katie Holmes) z mężem (Mark Rylance). Zbiorowisko ludzi
o różnorodnych charakterach i sposobach na życie stanowi istną mieszankę
wybuchową. Na jaw wychodzą nie tylko skrywane żale i tajemnice, ale również
dochodzi do brzemiennych w skutkach wydarzeń, które zmienią życie zgromadzonych
raz na zawsze.
\”Dni i noce\” to uwspółcześniona adaptacji słynnej \”Mewy\”
Czechowa. Pisarz oryginału twierdził, że ów dzieło należy do gatunku komedii (w
sensie komedii ludzkiej), ale próżno byłoby szukać tutaj typowego dowcipu.
Autorzy zwiastuna wzięli sobie jednak te wskazówki głęboko do serca, montując
zestaw obrazów, który bez namysłu przykleja obrazowi łatkę zabawnych perypetii,
typowych dla rodzinnych zjazdów. Tymczasem zawiedzie się każdy, kto liczy na
głupkowatą komedię o historiach, które \”później powtarza się wnukom z uśmiechem\”
– przywołując słowa jednej z bohaterek. W rzeczywistości bowiem \”Dni i noce\” to
niełatwy do przełknięcia dramat, a jeżeli występuje w nim jakiś element
komediowy, to jedynie w formie tragikomicznej.
Istnieje zasada, zwana strzelbą Czechowa, która najprościej
mówiąc zawiera się w stwierdzeniu, że jeżeli coś zostaje pokazane, to będzie
wykorzystane. I nie inaczej jest w \”Dniach i nocach\”. Szkoda jedynie, że zawsze
z bolesnym lub śmiertelnym skutkiem. Reżyser, i zarazem scenarzysta, zgodnie z
oryginałem powieści oraz wskazówkami pisarza, do cna wykorzystuje wszystkie
rekwizyty i postacie, jakie pojawiają się na ekranie, wycinając im dramatyczne
psikusy. Oczywiście, najwięcej do powiedzenia w zwrotach akcji mają faktyczne
strzelby. Nie o strzelby, semantyczne klamry i znane od wieków chwyty w filmie jednak
chodzi. A o co chodzi?
Zdaje się, że \”Dni i noce\” poruszają uniwersalne tematy
dotyczące człowieka i jego życia. Z ekranu padają pytania o wolność,
spełnienie, miłość, starzenie się, zależność od drugiej istoty, sens istnienia
i ogólne jego poszukiwanie. Wszystko to opakowane jest w papier niezrozumienia,
braku akceptacji i skomplikowanych relacji z tymi, którzy powinni stanowić dla
nas oparcie. W warstwie literalnej \”Dni i noce\” stanowią prostą opowieść o
rodzinnym zjeździe z dramatycznym finałem, jednak w sensie metaforycznym są
historią różnych form zniewolenia jednostki i poszukiwania tej osławionej
wolności, która w tej produkcji wydaje się być jedynie mrzonką.
Film pochwalić się może zaskakująco wyborową obsadą. Blask
listy płac niemalże razi oczy. Kłamstwem byłoby twierdzić, że aktorzy nie
sprawdzili się w swoich rolach, ale równą nieprawdą okazałoby się twierdzenie,
że ich kreacje robią wrażenie. Obsada zdaje się przytłoczona całą serią
zabiegów i ilością zgromadzonych na ekranie postaci, z których żadna nie wydaje
się wiodącą. Poczynając od scenariusza, który wymaga przerysowanych reakcji a
kończąc na warstwie operatorskiej, dosłownie wszystko tłumi i nie pozwala się
skupić na umiejętnościach aktorów.
Nie przeszkadza to jednak w dobrej ocenie samej produkcji.
Zniwelowanie istoty samej gry wypełnione zostało w zamian nastrojowością,
niecodziennym połączeniem komedii i bolesnego dramatu, który wydaje się
jednocześnie absurdalny i bardzo realistyczny. Statyczne, bardzo często
wieloznaczne ujęcia, które nie tyle obejmują prezentowany świat, co same za
sobą niosą przesłanie oraz warstwa muzyczna z prostą, lecz przejmującą melodią,
tworzą obraz niecodzienny i wart uwagi, chociaż z pewnością nie jest to film,
który przypadnie do gustu większości widzów.
\”Dni i noce\” warto obejrzeć chociażby dla aktorskiej
plejady. Wiele kinowych postaci tworzy kreacje, z którymi nie zwykło się ich
utożsamiać. Wartościowym elementem jest także wspomniana wyżej nastrojowość,
jakkolwiek jej jednostajność może momentami znużyć. To nie produkcja, która
dostarczy prostych pytań i bezpośrednich odpowiedzi, a już na pewno nie jest to
prosta komedia do obejrzenia w rodzinnym gronie, więc nie dajcie się zwieść.
Jeżeli jednak szukacie przemyślanego obrazu opartego na klasycy literatury, za
którym stoi coś więcej, niż garstka głupawych gagów, trafiliście idealnie.
Alicja Górska


