Zwykle, jak coś piszą autorzy i spece od gatunku w przedmowie to się w to wierzy. Uwierzyłam i ja! Ale potem coś mi przestało pasować… bo nigdzie wcześniej, w żadnej antologii nie spotkałam Rotmistrza Polonii, przedwojennego superbohatera na miarę Batmana, Supermana i Spidermana! A tu mamy, lubimy go od prawie zawsze i to jak tłucze Niemców i Rusków, potem przebiera się w dres z orzełkiem na klacie i działa jako Sierżant Polska (ach ten siermiężny komunizm!). I tak pogmerałam, poszperałam i wyszło, że to wszystko to bujda.
Chociaż mogłam wpaść na to wcześniej, jak Rotmistrz walczył z jaszczuoludźmi, nie? Ale o czym tak naprawdę jest ten komiks zapytacie. Ano o superbohaterze w stanie spoczynku, który zostaje wyciągnięty z jakiegoś podrzędnego baru, bo Ojczyzna wzywa. Jak wzywa to nie pozostaje nic innego, jak tylko zabrać ze sobą flaszkę, wszak każdy polski bohater powinien działaś na etanolowe paliwo, i bić, zabić, ratować! Wyrusza na Misję 10.
Nasz protagonista żyje jednak historią i nie może przeboleć niektórych starć. Nic więc dziwnego, że widząc swoje nemezis najchętniej ukatrupiłby. A tu niespodzianka: nemezis miał brata bliźniaka, dobrego brata bliźniaka. Tenże ma problem, bo musi jakimś cudem ocalić Ziemię od już wspomnianych jaszczuroludzi. To właśnie do tego zadania potrzebny jest genialnemu naukowcowi nasz walczący jak berserker bohater. Udaje się odeprzeć szturm na laboratorium, jednak wygrana bitwa nie oznacza wygranej wojny.
Komiks jest typowym pastiszem utartych konwencji gatunku superbohaterskiego. Co chwilę możemy zobaczyć jak autorzy, scenarzysta Łukasz Kowalczuk i rysownik Łukasz Godlewski puszczają do czytelnika oko, podsuwając co ciekawsze smaczki rodem z universum DC czy stajni Marvela.
Ale pewnie tego, że ta lektura będzie nie tylko komiksem nie można było się raczej spodziewać. A tu Łukasz Kowalczuk dodaje typowo pulpowe szalone opowiadanie \”Rotmistrz Polonia: Terra Incognita\”. Po prawdzie można się tylko domyślać jakim cudem Rotmistrz Polonia wziął się w jakimś podrzędnym środkowoamerykańskim barze, ale i tu walczył dzielnie. Tym razem jego przeciwnikiem, poza oczywistymi Reptilianami, był Minotaur Miguel del Toro, nieudany eksperyment przeszczepów byczych organów. Zaraz po walce Rotmistrz wsiada do samolotu, którym niekoniecznie umie sterować, by rozbić się na wyspie Terra Incognita rządzonej przez Baronową. Okazuje się na niej, że nie każdy jaszczur to wstrętny gad. Cała nowela powstała na bazie oprawy gry fabularnej \”Fajerbol\” Łukasza Kołodzieja.
Być może niektórzy z Was już spotkali Rotmistrza Pileckiego, bo to stary projekt. Pierwotnie ukazywał się w internecie. Była próba wydania drukiem dzięki zbiórek społecznościowych, jednak się nie udały. Dopiero teraz Wydawnictwo 23 zainteresowało się tym komiksem i po delikatnych poprawkach zebraniu całego materiału i dopisaniu opowiadań i dorobieniu ilustracji komiks otrzymuje papierową formę.
Monika Kilijańska


