
Dla mnie ta książka jest wyjątkowa. Pracowałam w domu dziecka. Malutkim, można by rzec kameralnym. Ale problemy w każdym są takie same, dzieciaki takie same, tak samo pragnące miłości, zrozumienia, zapewnienia, że to nie ich wina. Dlatego właśnie książka Tomasza Betchera rozdarła mi serce i kazała myślami wrócić do tamtych czasów, tamtych dzieciaków, które jak Damian i Karolina są ogniami lotnymi, niosącymi w sobie zarzewie tego, co w domu było piekłem. Czy ktoś je zgasi? Czy ktoś otworzy słoik i wypuści ich, te zamknięte tam muchy? Przyjmuję do siebie to określenie, od tej pory będą go używać. Nie jako zapewnienie, że z „tych dzieciaków to już nic nie będzie”, ale jako nadzieję, że każdy pożar da się ugasić. A jeśli nawet nie, zawsze warto próbować. I właśnie to dobitnie pokazuje autor w tej książce.
Wraz z ciężkimi opowieściami z przeszłości dzieci odkrywa przed czytelnikiem świat za bramą domu dziecka. Szczerze, spokojnie, bez epatowania dramatem, ale też bez łagodzenia treści i przekazu. Towarzyszy tym dzieciakom od początku, aż po ich dorosłe życie. Nie znieczula, rzuca prawdą prosto w oczy. Zarówno taką, jaką chcielibyśmy usłyszeć, że żyli długo i szczęśliwie, jak i tą bolesną.
To trudny temat. Jednak widać w książce ogrom zaangażowania autora, jego serce dla dzieciaków z bidula, jak się niestety nadal mówi, jego wiarę w to, że choćby dla jednego zawsze warto. Jeśli komukolwiek otworzą się oczy po lekturze, jeśli choćby jedna osoba dostrzeże coś więcej, niż błędy rodziców wypisane na twarzy dzieciaków z placówek, to było warto.
Owszem, to historia opakowana w ładną prozę, z bohaterem-strażakiem na końcu. Jednak to historia, która mogła się zdarzyć. Ba, zdarzyła się na pewno, może nie z tymi imionami, może nie dosłownie, ale na pewno gdzieś tam jest taki Damian i Karolina, którzy mimo wszystko próbują składać swój świat. Ja osobiście bardzo was zachęcam do poznania ich literackich przygód. Momentami będzie was gardło ściskało ze wzruszenia, momentami będziecie się zastanawiać, jak tak można. Emocji nie zabraknie.
Jest jedna rzecz na minus, która mnie uderzyła, na szczęście niezwiązana z tematyką domów dziecka. Na wyniki badań genetycznych czeka się tygodniami, nie parę godzin. Jednak wybaczam, na poczet dramatyzmu akcji. Polecam.

Tytuł: Ognie lotne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta
Wydanie: I
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: literatura obyczajowa / romans
ISBN: 978-83-68608-19-9
Liczba stron: 448





