Angielska literatura nie jest tą, po którą sięgam często. Powodem jest to, iż nie zawsze nam ze sobą po drodze, a mówiąc wprost, najczęściej okropnie mnie nudzi, a wówczas dobrnięcie (to dobre słowo) jest nie lada wyczynem i wymaga dużych pokładów samozaparcia. Jednak od czasu do czasu zdarza się też książka, która czyta się z przyjemnością, a szczególną słabość mam do kryminałów. Choć niedoścignionym ideałem w tym gatunku jest dla mnie (i pewnie nie tylko dla mnie) Agatha Christie, to są na angielskiej kryminalnej ścieżce inni, mniej lub bardziej znani autorzy i autorki, którzy to zostawili światu dobre powieści.
Między innymi takim nazwiskiem, choć zapomnianym, jest Ethel Lina White. Choć nie ukrywam, moja sympatia do pióra tej pani nie pojawiła się od pierwszej strony. Tuż na samym początku, gdy zgłębiałam pierwsze rozdziały, poczułam się nieco rozczarowana, nawet mając z tyłu głowy, że w końcu to angielskie klimaty, więc nie ma co liczyć na wielkie porywy i liczne zwroty akcji, które wyrywają pociąg z szyn. Niemniej, gdy zaczęła się ta najistotniejsza, jak dla mnie, rzecz dziać, a to wcale nie tak daleko od początku, to poczułam, że to właśnie to. Idealna lektura do kubka gorącej herbaty i przytulnego kocyka w wygodnym fotelu… i kominka, choć tego ostatniego mi brakło.
Typowo dla angielskich historii tempo akcji jest dość… wyważone – idealne słowo. Fabuła toczy się mniej więcej z prędkością pociągów początku XX wieku. Coś stuka, coś puka, kłęby dymu i prędkość dostosowana do możliwości żelaznego węża. Niemniej w tym wypadku jest to plusem, gdyż wydarzenie, które miało miejsce w pociągu, poznajemy z kilku perspektyw, a właściwie relacji pasażerów tegoż pociągu. Choć główną bohaterką jest Iris Carr, a sama akcja toczy się wokół tytułowej starszej pani, która znika w tajemniczych okolicznościach, to właśnie pozostałe postaci stawią sedno, bo bez nich byłaby to nudna opowiastka.
Tymczasem każdy z pasażerów rzuca nieco światła albo cienia na prowadzone przez Iris \”śledztwo\” i na samo zachowanie głównej postaci. I zaczyna się dziać. Należy uważnie śledzić kolejne tropy, by choć spróbować rozwikłać tę zagadkę.
Charakterystyczną cechą powieści angielskich, głównie tych, które powstawały na przełomie XIX i XX wieku jest klimat, jaki nie sposób znaleźć u ich współczesnych \”koleżanek\”. Tamte lata mają w sobie coś takiego, co uwodzi i rozkochuje w sobie na amen.
Bohaterowie tej powieści są niezwykle ciekawi. Wiele różnorakich osobowości i charakterów, które wyróżniają się w tłumie, ale nie na tyle, by przytłaczać pozostałe. I, co najistotniejsze, każdy z nich ma istotny wpływ na fabułę.
Starsza pani znika będzie więc idealnym wyborem dla miłośników angielskich kryminałów, którzy odnajdą w tej książce przyjemną rozrywkę. Ci, którzy nie próbowali takich pozycji – niech nie zrazi Was nieco nudnawy początek, dalej robi się coraz ciekawiej.
Michalina Foremska


