Powoli przyzwyczajam się do myśli, że nieważne, jaka pora roku mnie dopadnie, nigdy nie odmawiam książce, która daje mi szansę do eskapizmu. Udawać się na emigrację wewnętrzną – cóż piękniejszego. Tym razem było ciężko, bo dookoła szalały przygotowania przedślubne, umówmy się, nie narobiłam się, ale intensywnie myślałam, że coś muszę zrobić. Do tego stopnia, że…


