Zwykle czytanie opublikowanych dzienników i korespondencji wywołuje we mnie mieszane uczucia – coś na kształt zażenowania czy wyrzutów sumienia. Owszem, osoby publiczne niejako same pozbawiają się prywatności, a jeśli są artystami – stają się naszym dobrem wspólnym. Jednak to nie uspokaja. W przypadku Agnieszki Osieckiej mamy dodatkowe usprawiedliwienie w postaci zgody jej córki. Nie wiem,…


