Najnowsza powieść Olgi Rudnickiej przywodzi mi na myśl trylogię E.L. James Pięćdziesiąt twarzy Greya z tą różnicą, że autorka zabawiła się konwencją, korzystając z wielokrotnie krytykowanego schematu i wyszła z tego obronną ręką, a nawet więcej – stworzyła bestseller uniwersalny. Zanim stwierdzicie, że pisząc te słowa nie jestem w pełni władz umysłowych, przeczytajcie… Piekielnie przystojny, diabelnie uwodzicielski playboy…


