Od czasu do czasu bierze mnie ogromna ochota na powieści retro, lubię cofnąć się w czasie nawet i o ponad sto lat. Rodzina Kossaków to nie tylko elita Krakowa, ale dla całej Galicji powód do dumy, a powieść, którą dostajemy do rąk, napisana jest nie przez byle kogo, ale przez prawdziwą specjalistkę na temat Kossaków. Na pewno na półce mam inną książkę autorki, też o Kossakach, a że leży i czeka już parę lat, uznałam, że po Kossakowskim tango zdecyduje czy czytać od razu, czy poczekać. Książka zachęca objętością i kusi opisem, uznałam, że to świetny pomysł na nostalgiczny listopad.
Przenosimy się do Krakowa, jest początek XX wieku, Wojciech Kossak znany i ceniony malarz, doceniany nawet na berlińskim, cesarskim dworze jest już po pięćdziesiątce, cieszy się kompanią żony i sporej rodziny i osiągnął już wiele. Gdy do jego pracowni przychodzi literat z aspiracjami, by sportretował jego piękną i młodą żonę, Wojciech prędko się zgadza, bo Zofia naprawdę wpada w oko, a jej młodzieńcza uroda jest kontrastem dla Maniusi, starszej już matrony, którą postarzyły porody i troska o utrzymanie domu i rodziny, bo przecież dla pana artysty to są rzeczy, o które nie dba, bo żyje sztuką i romansami. Młoda kobieta wpada mu w oko i okazuje się, że nie jest to zauroczenie nowe. Pojawia się chemia i uczucie, czy ten skandal wstrząśnie Krakowem?
Powiem Wam, że ciężko czyta się tę książkę. Temat jest bardzo interesujący, bo klimat Krakowa sprzed ponad stu lat to sam miód, tyle fascynujących, prawdziwych bohaterów, ale jest to na tyle siermiężnie napisane, że ja miałam problem z wczytaniem się w tę opowieść. Chociaż, co muszę przyznać, autorka fantastycznie opisuje męskie wady. Ja byłam zafascynowana tym, jak żywe emocje wzbudzają we mnie męskie postaci. Zarówno Kossak, jak i mąż Zofii są tak realistycznie odmalowani, że miałam ochotę nakopać im w sempiternę. Tak więc nudno nie jest i książki nie mogę zaliczyć do nieudanych, ale zmęczyłam się, czytając ją. Jak na powieść zdecydowanie oczekiwałam czegoś bardziej porywającego i emocjonującego. Sądzę, że mimo wszystko powieść zjedna sobie wielu fanów, po prostu trzeba lubić styl autorki. A że ona napisała już kilka książek, to ma spore grono fanów. Ja na pewno dam jej jeszcze szansę, ale teraz muszę odpuścić.
Na pewno nie można jej odmówić znajomości tematu i sądzę, że jeśli chodzi o Kossaków, jest niewyczerpanym źródłem wiedzy. Muszę sprawdzić, jak udaje jej się pisać książki będące bardziej opracowaniami, a nie beletryzowaną wersją historii.
Katarzyna Mastalerczyk


