Czasami budzą się we mnie jakieś masochistyczne zapędy, które niejako zmuszają mnie po sięgnięcie po ten, czy inny tytuł autorka, którego poprzednia książka zupełnie mi się nie podobała. I często okazuję się, że faktycznie powinnam omijać dane nazwisko szerokim łukiem. Nie inaczej było w przypadku kolejnej powieści Penelope Bloom – tym razem jednak zostałam mile…


