Miłość to uczucie, które napędza wielu z nas; dążymy do poznania swojej drugiej połówki, do odnalezienia kogoś, kto będzie przy nas nie tylko w tych dobrych momentach, ale przede wszystkim w najtrudniejszych. Joseph odnalazł swoją bratnią duszę wiele lat temu, wraz z Evelyn założyli rodzinę i spędzili szczęśliwie kilkadziesiąt lat. Mimo ogromu miłości, jaką widać w każdym jego geście, jego decyzja może jednak szokować – najbliższy rok będzie jego ostatnim. Evelyn choruje bowiem na Parkinsona, a choroba odbiera jej całą radość z życia. Nie chcąc stać się pustą, egzystującą skorupą, postanawia odejść na własnych warunkach. A wraz z nią jej mąż, Joseph. Dają sobie i bliskim rok, by móc nacieszyć się sobą nawzajem, ale i dać dorosłym już dzieciom czas na pogodzenie się z ich decyzją. Ten ostatni rok ma również pomóc im w spełnieniu swoich marzeń.
Joseph i Evelyn to tylko ludzie, jak i my; po drodze napotkają wiele trudności oraz niezrozumienia. Upływający czas sprawia, że coraz częściej czują ciężar podjętej decyzji. Czy rzeczywiście podejmą się tak radykalnego kroku?
Uwielbiam historie, w których mogę odnaleźć głębsze emocje. Po opisie od wydawcy „Dni, gdy kochałem cię najbardziej” zdecydowanie pasowały do kategorii książek tego rodzaju. I nie zawiodłam się ani trochę. Na wstępie zaznaczę jeszcze, że choroba Parkinsona od zawsze kojarzyła mi się raczej z problemem związanym z mobilnością. Początkowo nawet myślałam, że popełniono tu jakiś błąd. Dopiero ta pozycja skłoniła mnie do delikatnego zagłębienia się w temat i zaktualizowania informacji.
Amy Neff podarowała czytelnikowi możliwość poznania historii relacji Evelyn i Josepha niemal od podszewki, przenosząc nas w czasy, gdy ta dwójka dopiero odkryła wzajemne przyciąganie. Rozdziały z przeszłości przeplatają się ze współczesnością, tak więc jesteśmy obecni w dwóch różnych okresach ich życia. Dzięki temu ta historia tchnie realnością, stanowi dowód, iż nie ma związków idealnych. Każdy z nas jest inny i choć znaleźlibyśmy niemalże perfekcyjnie dopasowanego do nas partnera, to wciąż jesteśmy tylko ludźmi, mamy wady. Historia miłości Evelyn i Josepha na początku może jawić się jak coś nie z tej ziemi. Coś, co nie może zostać zniszczone, bo oto spotkały się dwie osoby, które stanowią idealną całość. Nie. Nic bardziej mylnego. Tak jak wszyscy, tak i oni przeżywali wzloty i upadki. Każde z nich marzyło o czymś innym: Evelyn pragnęła grać z najlepszymi orkiestrami, Joseph zaś dążył do spokojnego, stabilnego życia rodzinnego. I to właśnie te różnice sprawiają, że bohaterowie zdają się ludźmi z krwi i kości, takimi jak my.
Ta opowieść tchnie wieloma emocjami od samego początku. Sami sobie wyobraźcie – przyjeżdżacie do domu na typowy spęd rodzinny, na którym wasi rodzice informują was, że za rok o tej porze nie będą już żyli. I że jest to ich własna decyzja. Później jest nie mniej emocjonalnie, gdy – już jako czytelnicy – stajemy się obserwatorami wszystkich tych trudnych przeżyć, jakie również czekają część z nas: śmierć rodziców czy pozostałych członków rodziny, rozłąka, codzienne problemy. Zaznaczam jednak, że w związku naszych głównych bohaterów było również wiele szczęśliwych chwil – dlatego właśnie ta historia jest tak realna.
Długo zastanawiałam się, czy decyzję Evelyn i Josepha uznać za odważną, słuszną, a może zupełnie idiotyczną? Kto chciałby kraść sam sobie czas, jaki pozostał mu na tym świecie? Z drugiej strony, czy wiedząc, że choroba jest nieuleczalna, odejście na własnych warunkach nie jest lepszym rozwiązaniem? W tym wszystkim potrafię też poniekąd zrozumieć Josepha; nie chce żyć bez ukochanej żony, jednak z drugiej strony… jest pozostała część rodziny, którą kocha równie mocno. Ta sytuacja daje naprawdę dużo powodów do rozmyślań. Wydaje się wręcz, że nie ma dobrego rozwiązania.
„Dni, gdy kochałem cię najbardziej” to książka pełna różnorodnych emocji, która da Wam naprawdę dużo powodów do refleksji nad życiem. Z jednej strony historia, jakich wiele, a z drugiej… niepowtarzalna. Zdecydowanie polecam osobom lubiącym tego rodzaju lektury. Nie zawiedziecie się.
Katarzyna Pinkowicz






